I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Zakładki:
O mnie
Odłożone
Różne
Szablon autorstwa
Szablony
Tu wracam często
Zaglądam
Źródła
Projekt
czytanie
Liczniki
Kategorie: Wszystkie | Filmy | Lit. niemieckojęzyczna | Lit. polska | Lit. zagraniczna | Od siebie | Podsumowania | wolność,antyutopia
RSS
wtorek, 19 października 2010
"Du stirbst nicht" Kathrin Schmidt

Du stribst nichtW ramach powrotu do niemieckiego (na poziomie nieco wyższym niż odmiana czasowników) wybrałam się bo biblioteki Instytutu Goethego, a tam miła pani biblitekarka poleciła mi właśnie tę książkę mówiąc "nie jest lekka, ale za to piękna". I miała rację.

Główną bohaterkę, Helenę, poznajemy w pierwszym dniu jej nowego życia - w chwili, kiedy budzi się ze śpiączki, w którą zapadła po pęknięciu w jej mózgu tętniaka. Helena nie pamięta co się stało, nie wie gdzie jest i dlaczego. I nie jest nawet w stanie o to zapytać, ponieważ jednym ze skutków choroby jest afazja - zanik mowy. Dla Heleny, która dotąd była pisarką, jest to ogromny cios, jakby utraciłą część ciała. Język, który dotąd był narzędziem jej pracy, odmawia jej teraz posłuszeństwa. Trudność sprawia wypowiedzenie najprostszego zdania. ALe czy będzie mogła wrócić kiedyś do pisania?

Powieść jest zapisem jej powrotu do zdrowia. Życie już nigdy nie będzie takie jak przedtem, ale jakie ono właściwie było? Czy z mężem, który teraz jest dla niej ogromną podporą, układało się wszystko dobrze? Czemu nie sypiali w jednym pokoju? Helena nie zna odpowiedzi na żadne z tych pytań ponieważ nie jest w stanie przypomnieć sobie co działo się w ciągu kilku ostatnich tygodni przed wypadkiem. Dlatego leczenie nie przebiega w jednym kierunku - ku przyszłości i ku przeszłości.

Dla mnie była to idealna lektura. Nie została przełożona na polski, ale polecam, jeśli tylko ktoś będzie miał okazję i ochotę.

niedziela, 08 sierpnia 2010
"Noc w Lizbonie" Erich Maria Remarque

Remarque Noc w LizbonieW ramach małego powrotu do literatury rodem z Niemiec przeczytałam wykopaną przypadkowo w małej bibliotece książkę Remarque "Noc w Lizbonie". Jej tematem są losy niemieckich emigrantów w czasie II wojny światowej. Autor pisze z autopsji, gdyż sam doświadczył tego na własnej skórze, mimo to dystansuje się niejako od opowiadanej historii posługując się dwoma naratorami. Mogłoby to podważyć wiarygodność opowieści, tak jednak nie jest - czytając wie się "po prostu", że czegoś takiego nie da się przekłamać, a i dobarwianie jest zupełnie zbędne.

Pierwszy narrator (nie podaję nazwisk, ponieważ tożsamość jest dla bohaterów sprawą zmienną - posługując się czyimiś dokumentami jakby przestają być sobą) opowiada czytelnikowi historię, którą w dosyć dziwnych okolicznościach opowiedział mu inny emigrant. Jest to wzruszająca historia miłości dwojga ludzi, którzy mimo wszelkich przeciwności pozostają sobie wierni do końca.

"W miłości zawsze pyta się za wiele. I można się z nią pożegnać, jeżeli będziemy chcieli dociec, jak brzmiałyby odpowiedzi zawierające samą tylko prawdę."

Na pewno nie jest to lektura rozweselająca, raczej przeciwnie - za każdym razem, kiedy do niej wracałam, przenosiłąm się w świat wojennej zawieruchy, gdzie nic nie jest pewne, i ogarniało mnie dziwne przygnębienie. Mimo to polecam ją szczególnie miłośnikom Remarque'a, którzy chcą się sami przekonać jak ten "wojenny" autor pisze o miłości.

wtorek, 09 marca 2010
"Rodzinne gniazdo" Vitus B. Droescher

Rodzinne gniazdo"Rodzinne gniazdo" to popularnonaukowa książka o zachowaniach zwierząt - o miłości macierzyńskiej, stosunkach w rodzinie i o wychowywaniu potomstwa. Autor opisuje wiele różnych sytuacji ze świata zwierząt, posługując się przy tym obserwacjami zarówno swoimi, jak i innych naukowców. Odpowiada na wiele pytań i prostuje wiele stereotypów, np. czy to prawda, że kocur zjada swoje młode? Poszczególne historie podzielone są na kilka kategorii - o wysiadywaniu jajek, nawiązywaniu się więzi między matką a dzieckiem, o roli ojca, o związkach między rodzeństwem... Ale tym, co najberdziej mi się spodobało są odniesienia i porównanie z ludźmi. Przypomina czytelnikom, że ludzie też należą do świata zwierząt i że ich zachowaniem też kieruje natura i instynkt. A co najważniejsze - uzmyslawia nam, jak wiele od zwierząt możemy się nauczyć.

* Droescher, Vitus B. (1997); "Rodzinne gniazdo. Jak zwierzęta rozwiązują swoje problemy rodzinne", Warszawa: Cyklady.

niedziela, 06 grudnia 2009
"Sercątko" Hertha Mueller

SercątkoPomyślałam sobie, że jako przyszłej germanistce, warto było by mi znać najnowszą niemiecką Noblistkę. Jakiś czas temu zaczęłam nadrabiać zaległości w literaturze światowej, tą niemiecką trochę zaniedbując, dlatego z ciekawością sięgnęłam po "Sercątko". Spodobał mi się tytuł i ciekawy pomysł pani Buras na przetłumaczenie go, więc niewiele myśląc wypożyczyłam książkę. Nie miałam pojęcia z czym się zetknę, szczerze mówiąc nazwisko mi nic nie mówiło. No i trach...

Poważny temat, dramatczna historia bohaterki, z tego co się orientuję książka zawiera przede wszystkim autobiograficzne wątki. Młoda dziewczyna, stdentka, córka SS-mana żyjąca w Ruminii w czasach dyktatury. Prześladowania, przesłuchania, śledzenie, zwolnienia z pracy... Życie w ciągłym strachu przed aresztowaniem, ciągłe grożenie utratą życia. O tej książce wiele można powiedzieć, ale na pewno nie to, że skłania do optymizmu. Czytając cały czas maiałam wrażenie, że za chwilę może stać się najgorsze. Swojego rodzaju "odskocznię" od nieprzyjaznej codzienności stanowić by mogły wspomnienia z dzieciństwa, czy opowieści o życiu rodziny bohaterki na wsi - jednak u te nie są wesołe. Podoba mi się, że autorka buduje bardzo przemyślane paralele pomiędzy światem wspomnień a codziennością.

Książkę czyta się szybko, ale na pewno nie łatwo. Na pewno warto poświęcić jej więcej czasu, niż ja teraz jestem w stanie.

"Kiedy milczymy - powiedział Edgar - stajemy się nieprzyjemni, kiedy milczymy - śmieszni."

*Mueller Hertha, Sercątko. Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2003.

środa, 23 września 2009
"Miłość lwicy" Christina Hachfeld-Tapukai

Miłość lwicy

"Miłość lwicy" to ciekawa opowieść Christiny o jej fascynacji Afryką, miłości do wojownika Samburu i pełnym niespodzianek życiu na Czarnym Lądzie. Schemat jest ten sam co w "Białej Masajce", i muszę przyznać, że czytając ciągle porównywałam te dwie powieści i ich bohaterki, już teraz muszę stwierdzić, że w tym porównaniu "Lwica" wypada o wiele lepiej. Sama warstwa językowa jest tu o wiele lepsza, to pewnie dlatego, że bohaterka pracowała w Niemczech jako dziennikarka.

Christine po śmierci męża sprawia sobie wycieczkę do Kenii. Egzotyka tego miejsca - ludzie, klimat, krajobraz, atmosfera - to wszystko wprawia ją w ogromny zachwyt.

"Wiele osób odwiedzających Afrykę nie potrafi oprzeć się przymusowi ciągłego powracania tu lub wręcz pozostania na stałe. Jest coś niezwykłego w tej sile, jaka miota człowiekiem i nie daje mu spokoju, dopóki jego stopy ponownie nie dotkną Czarnego Lądu."

- tak dzieje się też z Christine, nie zrażona tym, że pierwszy jej afrykański przyjaciel rezygnuje z niej, poddaje się miłości innego wojownika Samburu, Lpatatitiego, porzuca swoje ustabilizowane życie w Niemczech, jej dwaj synowie są już na tyle dorośli, że radzą sobie sami, podczas gdy ich matka rozpoczyna nowe życie w maleńkiej górskiej wiosce Samburu. W odróżnieniu od Corrine z „Białej Masajki” (o niej w innym poście) „Lwica” odnosi się do swojej nowej rodziny bardzo tolerancyjnie i z szacunkiem. Czuć, jak ważne stało się dla niej całe plemię, mówi też o obawach, jakie wiążą się z jego przyszłością. Zadała sobie duży trud i nauczyła się ich języka, jest ciekawa wszelkich rytuałów, pyta o nie i wyjaśnia je w książce. Nie stara się na siłę zmienić męża, a dostosowuje się do okoliczności na tyle na ile jest w stanie.

„Chyba jednak zaraziłam się już tym afrykańskim spokojem i opanowaniem, bo w dalszym ciągu nie skarżyłam się na los, który rzucił mnie w to pustkowie i teraz stawiał przede mną wyzwania. Przeciwnie, dzięki Samburu uczyłam się należycie przeżywać każdy dzień, nie zaprzątając sobie głowy nieznanym jutrem. Tu oddawano się teraźniejszości, okazując wdzięczność za podstawowe przejawy życia, niezależnie od tego, jak bardzo były nędzne. Troska o przyszłość czy chociażby planowanie były czymś obcym. Bardzo szybko pojęłam tę filozofię i nie oczekiwałam niczego, co nie jest możliwe. Taka postawa okazała się nie tylko wygodna i prosta, ale chroniła także przed rozczarowaniami. Poza tym zawsze zostawały marzenia…”

Christine szybko przekonała do siebie całą wioskę, ludzie liczyli się z jej zdaniem. Próbowała ich zrozumieć, nie wywyższała się tym, że jest Europejką. Swoja wiedzę starała się wykorzystać, żeby pomagać innym, na przykład ucząc dzieci czytać i pisać, przekonując starszych, żeby posyłali dzieci do szkoły, albo pomagając w leczeniu, tak ludzi jak i zwierząt.

Nie potrafię zrozumieć, co ją skłoniło do takiej decyzji i naprawdę się dziwię – może to dlatego, że nie byłam jeszcze w Afryce;) – ale szanuję ją i podziwiam za to, że odważyła się podążać swoją drogą, że zrezygnowała z wszelkich wygód i zdecydowała się ulec sile, która pchała ją w głąb Afryki, do kolebki ludzkości.

Hachfeld-Tapukai Ch.; Miłość lwicy, Świat Książki, Warszawa 2008.

wtorek, 01 września 2009
"Homo Faber" Max Frisch

Homo Faber M. Frisch

Ubiegły rok akademicki - mój trzeci - był okazją do spotkania się z wieloma wartościowymi utworami - w miarę współczesna literatura Niemiec, Szwajcarii i Austrii okazała się całkiem interesująca. Na początek napiszę o króciutkiej powieści Maxa Frischa. Na okładce czytamy:

"Bohater powieści, ufny we wszechmoc techniki inżynier, wierzy tylko w rachunek prawdopodobieństwa. Nagle jednak seria przypadków okazuje się dla niego tragicznym przeznaczeniem. Walter Faber musi stawić czoła własnemu losowi, przeżywając tragedię na miarę Sofoklesa"

Dosyć obiecujące wprowadzenie. Bohatera spotykamy, gdy samolot, którym leci ląduje awaryjnie gdzieś na pustyni w Ameryce Południowej - "pośrodku niczego". Autor powoli wprowadza nas już od tego momentu w zagmatwaną historię Waltera. Jest on dojrzałym, zapracowanym mężczyzną z przeszłością, jednak w jego życiu nie ma nic na stałe. Stale wspomina swoją miłość z młodości - Hannę, którą opuścił, nie wiedząc, że jest w ciąży. Wybrał karierę - wybór ten przyniósł mu może sukces, ale nie szczęście. I właśnie konsekwencje tego wyboru stanowią treść powieści.

Co mnie w tej powieści ujęło? To, że w prosty sposób stawia ona naprawdę trudne pytania o to, kim jesteśmy i czym jest nasze życie. Podoba mi się też łatwość, z jaką autor "bawi" się konstelacjami ludzi, odwraca te znane (mit o Edypie) i tworzy nowe. Narratorem jest mężczyzna, inżynier, dlatego jego opowiadanie zwięzłe, ograniczone do minimum, daje mi to wgląd w męską psychikę i męski sposób patrzenia na świat. Pewnie nigdy go do końca nie zrozumiem, ale warto zrobić krok w tym kierunku.