I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Zakładki:
O mnie
Odłożone
Różne
Szablon autorstwa
Szablony
Tu wracam często
Zaglądam
Źródła
Projekt
czytanie
Liczniki
środa, 07 kwietnia 2010
"Ewangelia według Piłata" Eric-Emmanuel Schmitt

Ewangelia według PiłataPozostając w nastroju wielkanocnym chciałabym podzielić się moimi odczuciami po przeczytaniu tej książki. Sam jej tytuł od razu skojarzył mi się z "MIstrzem i Małgorzatą" Bułhakowa i chyba głównie dlatego po nią sięgnęłam.

Książka składa się z dwóch części. Pierwsza to wspomnienie samego Jezusa z dzieciństwa, historia jego 'powołania'. Widzimy go tu jako zwykłego młodego człowieka, który szuka swojej drogi w życiu, przeżywa codzienne problemy. Trochę drażniło mnie tu słownictwo, które Schmitt włożył Jezusowi w usta, ale rozumiem, że chodzi tu o utrzymanie pewnej konwencj. Dzięki temu każdemu z nas łatwiej wczuć się w jego postać, spróbować zrozumieć rozterki, które on przeżywał. Opowieść ta kończy się na Górze Olownej w momencie pojmania Chrystusa przez żołnierzy.

Od tego momentu narratorem jest Piłat, który musiał się zmierzyć z poważną decyzją i, jak wiemy z Pisma Świętego, 'umył ręce' przerzucając odpowiedzialność na Sanhedryn i ludzi. Dla mnie Piłat jest tutaj symbolem racjonalistycznego myslenia. Myślę, że większość współczesnych ludzi, a na pewno ja, podeszłaby do problemu podobnie. Chodzi mi tu o jego postępowanie już po tym jak Jezus zmartwychwstał. Piłat próbuje wyjaśnić zaistniałą sytuację na wszystkie dostępne sposoby. Jest jak Sherlock Holmes - tropi wszelkie ślady. Dopiero, kiedy wszystkie racjonalne wyjaśnienia zostają wykluczone, zaczyna wierzyć. Jest jak niewierny Tomasz, który uwierzył dopiero wtedym kiedy przekonał się na własne oczy.

Książka jak najbardziej wskazana w okresie okołowielkanocnym (ale też każdym innym), pozawla zbilżyć się do tamtych czasów, chociaż spróbować je zrozumieć. Pokazuje, jak trudne do wcielenia w życie są słowa Jezusa: "Błogosławieni, który nie widzieli, a uwierzyli."

sobota, 27 marca 2010
"Nieznośna lekkość bytu" Milan Kundera

Nieznośna lekkość bytuDo przeczytania tej książki namówiła mnie koleżanka z uczelni, której chciałabym bardzo podziękować. Swoje odczekałam w kolejce bibliotecznej, ale było na co.

Nie będę tu pisać, o czym jest książka, bo tego się chyba nie da opisać. Trzeba przeczytać - powoli, a niektóre fragmenty kilkakrotnie. Chociaż nawet tak trudno byłoby wyłapać wszystkie wątki, które porusza autor. Od polityki, przez religię, związki międzyludzkie, seks, macierzyństwo i ojcostwo, miłość do zwierząt po szczęście, honor, szczerość... I można by tak długo wymieniać.

"Zanim zostaniemy zapomniani, przemieni się nas w kicz. Kicz jest stacją tranzytową pomiędzy bytem a zapomnieniem"

Kundera tworzy przeróżne posiacie, których losy krzyżują się na różne sposoby, a pomiędzy opowiadaniem ich losów snuje ciekawe dygresje na przeróżne tematy. Między innymi pisze o życiu w Czechach jako socjalistycznym państwie i wyborach jakich Czesi musieli dokonywać - między lojalnością wobec samego siebie a lojalnością wobec władzy, między dobrem rodziny a czystym sumieniem. Myślę, że można to interpretować również w odniesieniu do Polski i Polaków.

"...czy człowiek jest niewinny dlatego, że nie wie. Czy głupiec na tronie jest zwolniony od wszelkiej odpowiedzialności tylko dlatego, że jest głupcem?"

Muszę przyznać, że nie nie znalazłam w całej opowieści postaci, z którą mogłabym się identyfikować. Chociaż w każdej z nich była jakaś cząstka mnie - i w chorobliwie zazdrosnej Teresie, i w kokieteryjnej Sabinie, i w notorycznie zdradzającym Tomaszu. Chociaż nie to najbardziej mnie ujęło. Wiem, że może dałam tu zagrać na moich "tanich" uczuciach, ale najbardziej wzruszyła mnie śmierć psa Teresy, Karenina. Nie wątpię w to, że zwierzęta mają duszę, a czasami wręcz wstydzę się, że jestem człowiekiem (czyli należę do najberdziej okrutnego gatunku na ziemi).

"Tęsknota za rajem jest tęsknotą człowieka do tego, by nie być człowiekiem"

W zwierzętach i ich przywiązaniu do ludzi podziwiam to, że ona nie oczekują niczego w zamian. To właśnie w piękne słowa ubrał Kundera. Miło jest czasem przekonać się, że nie jesteśmy ze swoimi przekonaniami sami, dlatego bardzo sobie cenię tę powieść.

*Kundera, Milan (1984): Nieznośna lekkość bytu, Warszawa, PIW.

czwartek, 18 marca 2010
"Zamknięte drzwi" Magda Szabó

Zamknięte drzwiPo raz pierwszy skorzystałam z poleceń biblionetki i było warto. Książka w subtelny sposób trzyma czytelnika w napięciu i nie pozwala nam przestać czytać"

"Żyłam dotąd odważnie i mam nadzieję, że tak samo umrę, odważnie i bez kłamstwa, ale pod warunkiem, że to wypowiem: to ja zabiłam Emerenc. I nie ma tu nic do rzeczy, że chciałam ją nie zniszczyć, lecz uratować."

Te słowa wypowiada już na pierwswzych stronach książki jedna z dwóch głównych bohaterek - pisarka o swojej gospodyni. Emerenc zajmowała się domem gospodarzy przez wiele lat. Przez ten czas między kobietami nawiązała się szczególne więź. Choć nie do końca się wzajemnie rozumiały, potrafiły otaczać się opieką i zaufaniem.

Emerenc to starsza kobieta, która wiele w życiu przeszła. Doświadczenia te ukształtowały jej poglądy i nauczyły ją, żeby za mocno nie kochać - bo kochając pozwalamy na ból związany ze stratą ukochanej osoby. Nauczyły ją nie wierzyć żadnej władzy ani politykom. A jedyne o czym teraz marzy to godnie dożyć swoich dni i spocząć w rodzinnej krypcie. I tych marzeń częściowopozbawiła ją ta, którą pokochała i której zaufała - pisarka.

Autorka powieści stopniowo odsłania szczegóły charakterów obydwu postaci, uzmysławiając nam przy tym różnice, nieporozumienia, które doprowadziły do takiego końca jaki nastąpił. Zdecydowanie warto przeczytać, żeby zastanowić się na chwilę nad na pozór banalnym pytaniem: co jest w życiu najważniejsze?

*Szabó, Magda (1993): "Zamknięte drzwi", Warszawa: PIW.

 

sobota, 13 marca 2010
"Śniadanie u Tiffany

Śniadanie - plakatKsiążkę czyta się świetnie, płynnie. Daje ogromne pole do wyobraźni. Chociaż film również ma wiele mocnych stron - Nowy Jork, który uwielbiam, Audrey Hepburn, która jest moim ideałem elegancji i szczęśliwe zakończenie, które poprawia mi humor.

Trudno jest mi oddzielić obie historie - tą książkową od filmowej, bo nie są identyczne - film jest bardziej szczególowy, chociaż pomija kilka wątków z książki dodając swoje. Paul z obserwatora i cichego wielbiciela staje się kochankiem. Obie historie łączy Holly - niesamowita kobieta poszukująca ciepła, miłości, opieki. Nigdzie nie potrafi się zadomowić. Udaje niezależną, ale faktycznie jest wrażliwą, łatwowierną kobietką, którą łatwo zranić. Do tego ta jej skomplikowana filozofia - raz mówi, żeby nie kochać dzikich ludzi, bo ranią, albo że "lepiej patrzeć w niebo niż w nim mieszkać", udając przy tym bezwzględną, żeby po chwili powiedzieć:

"Gdybym mogła naprawdę znaleźć miejsce, gdzie czułabym się jak u Tiffany'ego, to kupiłabym sobie meble i dała temu kotu imię."

"Śniadanie u Tiffany'ego" to świetna historia na poprawę humoru, polecam (chociaż może nie wszystkim;)).

Śniadanie u Tiffany'ego

piątek, 12 marca 2010
"Imperium" Ryszard Kapuściński

Imperium

"Imperium" to kolejna już książka Kapuścińskiego na mojej liście i na pewno nie ostatnia. Skończyłam ją czytać zanim jeszcze dowiedziałam się o biografii autorstwa Artura Domasłowskiego i chciałabym, żeby tak pozostało, tzn. chyba wolałabym żeby ten problem nie zaistniał, chociaż kusi mnie, żeby przeczytać tą książkę. Kapuściński jest dla mnie nauczycielem, dzięki któremu zaczynam poznawać i rozumieć świat i chcę, żeby nim pozostał. Nie obchodzi mnie, ile miał kochanek i jakim był ojcem. O jego prokomunistycznych poglądach wiedziałam już wcześniej i akceptuję je, mimo, że nie potrafię zrozumieć. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że na pewno zmieniłabym o nim zdanie, gdybym dowiedziała się, że donosił na znajomych, albo że cierpieli przez niego ludzie. I dlatego boję się tej książki - nie chcę stracić nauczyciela.

Wracając do właściwego tematu tej notatni - Imperium" jest historią spotkań Kapuścińskiego ze Związkiem Radzieckim. Pierwsze z nich miało miejsce w 1939 roku (oczywiście Związek Radziecki występował wtedy pod inną nazwą). Wtedy Kapuściński jako mały chłopiec mieszkający w wielokulturowym Pińsku zetknął się po raz pierwszy z terrorem wojny i sowieckich żonierzy. Kolejne spotkania miały miejsce w latach 60-tych podczas jego podróży koleją transsyberyjską w głąb ZSRR. Zetknął się wtedy z przeróżnymi krajobrazami, ludźmi i narodami.

"Naród, który nie ma państwa, szuka ocalenia w symbolach. Ochrona symbolu jest dla niego tak ważna jak obrona granic. Kult symbolu staje się formą kultu ojczyzny"

To "imperium" jest kolorową mozaiką - kolorową, chociaż raczej nie wesołą.

Kolejna część "Imperium" to opowieści z dwuletniej podróży do upadającego już ZSRR. Kapuściński przemierzył wtedy niemal cały kraj - od wschodu nna zachód i z północy na południe (na ile to jest oczywiście możliwe, biorąc pod uwagę ogrom "imperium"). Dla mnie jest to fascynująca podróż do "innego świata" - przeraził mnie fakt, że w byłych łagrach funkcjonują teraz hotele robotnicze, a ludzie, żyjący w miastach jak Jakuck czy Workuta i pracujący w kopalniach nadal są tam uwięzieni - może nie za pomocą kolczastych drutów i żołnierzy, ale tak naprawdę niewiele się zmieniło.

"Tak w tym kraju wszystko jest jakoś pomyślane, ustawione, ułożone, że szary człowiek, cokolwiek by robił, w jakim by się znalazł położeniu, w jakich tarapatach i biedach - zawsze będzie mieć poczucie winy."

Kapuściński pokazując to, co zastał wyjaśnia też historie poszczególnych miejsc, szczególnie skomplikowaną sytuację mieszkańców Kaukazu i ich mentalność. Dzięki temu jakoś inaczej patrzę teraz na telewizyjne wiadomości dotyczące tych rejonów. Do głębi poruszyła mnie też historia głodu na Ukrainie. Dotychczas myślałam, że to Hitler był największym wojennym zbrodniarzem, ale teraz wiem, że w Stalinie miał godnego konkurenta do tego miana.

Zdziwiła mnie natomiast ostatnia część zatytułowana: "Ciąg dalszy trwa". Czytając ją miałam wrażenie, że została napisana trochę "na siłę", a może nawet "na zamówienie". Zawiera moim zdaniem zbyt wiele uogólnień dotyczących całego państwa i nawet świata oraz sporo prognoz - coś, czego u Kapuścińskiego jeszcze nie spotkałam.

Podsumowując muszę jednak powiedzieć, że "mój nauczyciel" po rza kolejny mnie nie zawiódł i z chęcią sięgnę po kolejną jego książkę, a nawet już sięgam - po pierwszą część "Lapidariów".

*Kapuściński, Ryszard (2008); "Imperium", Warszawa: Biblioteka Gazety Wyborczej.

wtorek, 09 marca 2010
"Tłumacząc się z tłumaczenia" Elżbieta Tabakowska

Tłumacząc sięPo przeczytaniu poprzedniej książki pani Tabakowskiej byłam pod sporym wrażeniem, dlatego szybko sprawiłam sobie jej kolejną książkę. W "tłumacząc się z tłumaczenia" autorka opisuje doświadczenia związane z jej pracą nad tłumaczeniem dwóch kolejnych książek Normana Dawiesa - "Wysp" i "Powstania '44". Po raz kolejny zdradza wiele warsztatowych tajemnic, przyznając się przy tym do własnych błędów i uczulając młodych tłumaczy na rozliczne pułapki, które stawiać może przed nimi tekst. I tym razem autorka podzieliła materiał tematycznie i zrozumiałym językiem wyjaśniła potrzebne pojęcia.

Oczywiście nie należy się po tej książce spodziewać jedynej właściwej teorii przekładu ani przepisu na dobre tłumaczenie. Dobrze jest jednak wiedzieć, na co należy uważać i co uwzględnić (perspektywa, empatia wobec autora i wobec przyszłego czytelnika, wersje nazw własnych). Wiele z podanych przykładów może też posłużyć za pocieszenie - najlepsi też popełniają błędy - najważniejsze to umieć się do nich przyznać i wyciągnąć wnioski.

*Tabakowska Elżbieta (2009); "Tłumacząc się z tłumaczenia", Kraków: Znak.

"Rodzinne gniazdo" Vitus B. Droescher

Rodzinne gniazdo"Rodzinne gniazdo" to popularnonaukowa książka o zachowaniach zwierząt - o miłości macierzyńskiej, stosunkach w rodzinie i o wychowywaniu potomstwa. Autor opisuje wiele różnych sytuacji ze świata zwierząt, posługując się przy tym obserwacjami zarówno swoimi, jak i innych naukowców. Odpowiada na wiele pytań i prostuje wiele stereotypów, np. czy to prawda, że kocur zjada swoje młode? Poszczególne historie podzielone są na kilka kategorii - o wysiadywaniu jajek, nawiązywaniu się więzi między matką a dzieckiem, o roli ojca, o związkach między rodzeństwem... Ale tym, co najberdziej mi się spodobało są odniesienia i porównanie z ludźmi. Przypomina czytelnikom, że ludzie też należą do świata zwierząt i że ich zachowaniem też kieruje natura i instynkt. A co najważniejsze - uzmyslawia nam, jak wiele od zwierząt możemy się nauczyć.

* Droescher, Vitus B. (1997); "Rodzinne gniazdo. Jak zwierzęta rozwiązują swoje problemy rodzinne", Warszawa: Cyklady.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12