I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Zakładki:
O mnie
Odłożone
Różne
Szablon autorstwa
Szablony
Tu wracam często
Zaglądam
Źródła
Projekt
czytanie
Liczniki
poniedziałek, 09 sierpnia 2010
"Tessa d'Urberville" Thomas Hardy

Tessa d'UrbervilleAngielska literatura XIX w. - szczerze mówiąc liczyłam na coś bardziej podobnego do Austen, ale mimo, że moje nadzieje się nie do końca sprawdziły, to nie jestem zawiedziona. Powieść Hardy'ego "Tessa d'Urberville. Historia kobiety czystej" okazała się całkiem ciekawą lekturą, chociaż niestety dosyć przygnębiającą.

Już druga część tytułu, którą odnalazłam dopiero po przyniesieniu książki z biblioteki zachęciła mnie do jak najszybszego przeczytania. No i poznałam Tessę i jej historię. I chociaż jest ona bardzo interesującą postacią literacką to na pewno nie zostanie jedną z moich ulubionych. Przez całą powieść drażniła mnie jej bierność, uleganie losowi, brak jakiegokolwiek zaangażowania we własny los. Może to za dużo powiedziane, ale to właśnie sobie myślałam poznając historię jej życia. Dopiero ostatnie rozdziały, kiedy "wzięłą sprawy we własne ręce", przekonały mnie, że ona jednak wie, czego chce, niestety, okazało się, że jest już za późno, żeby to osiągnęła.

Pierwszą myślą, jaka przyszła mi do głowy po przeczytaniu, był żal do facetów - zarówno tych, którzy stanęli na drodze Tessy (jej ojciec, Alec, Angel), jak i ogólnie do tych, którzy gdzieś tam na świecie jeszcze dziś wprowadzają w życie pogląd o wyższości płci brzydkiej nad piękną. Ale po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że wina w tej sprawie leży nie tylko po ich stronie, że kobiety też muszą "dorosnąć" do równouprawnienia, stać się świadome samych siebie, że same muszą przekonać się o tym, że mogą być od mężczyzn niezależne.

Może ta notka nie do końca jest na temat, ale ostatecznie gdzie mam pisać o tym, co myślę, jeśli nie tu - na własnym blogu. A propos - ostatnio w radiu usłyszałam, że blogi prowadzą ludzie, którzy chcą istnieć w sieci na własnych zasadach, tworzą blogi, bo jest to ich miejsce, które sami kontrolują, czyli jest to zdecydowanie dla mnie :)

niedziela, 08 sierpnia 2010
"Noc w Lizbonie" Erich Maria Remarque

Remarque Noc w LizbonieW ramach małego powrotu do literatury rodem z Niemiec przeczytałam wykopaną przypadkowo w małej bibliotece książkę Remarque "Noc w Lizbonie". Jej tematem są losy niemieckich emigrantów w czasie II wojny światowej. Autor pisze z autopsji, gdyż sam doświadczył tego na własnej skórze, mimo to dystansuje się niejako od opowiadanej historii posługując się dwoma naratorami. Mogłoby to podważyć wiarygodność opowieści, tak jednak nie jest - czytając wie się "po prostu", że czegoś takiego nie da się przekłamać, a i dobarwianie jest zupełnie zbędne.

Pierwszy narrator (nie podaję nazwisk, ponieważ tożsamość jest dla bohaterów sprawą zmienną - posługując się czyimiś dokumentami jakby przestają być sobą) opowiada czytelnikowi historię, którą w dosyć dziwnych okolicznościach opowiedział mu inny emigrant. Jest to wzruszająca historia miłości dwojga ludzi, którzy mimo wszelkich przeciwności pozostają sobie wierni do końca.

"W miłości zawsze pyta się za wiele. I można się z nią pożegnać, jeżeli będziemy chcieli dociec, jak brzmiałyby odpowiedzi zawierające samą tylko prawdę."

Na pewno nie jest to lektura rozweselająca, raczej przeciwnie - za każdym razem, kiedy do niej wracałam, przenosiłąm się w świat wojennej zawieruchy, gdzie nic nie jest pewne, i ogarniało mnie dziwne przygnębienie. Mimo to polecam ją szczególnie miłośnikom Remarque'a, którzy chcą się sami przekonać jak ten "wojenny" autor pisze o miłości.

poniedziałek, 19 lipca 2010
Tydzień z Helen Fielding

Dziennik Bridget JonesW ramach odpoczynku zaczęłam wakacje z wystrzałową Bridget Jones. Okazała się idealnym wyborem na lipcowe upały. Kocham ją. Bawi mnie za każdym razem do łez. Dlatego przeczytałam po raz kolejny pierwszą część, ale sięgnęłam też po drugą - "W pogoni za rozumem".

Jak to bywa z książkami, których filmową wersję już widziałam, wyobraźni pozostaje niewiele pola do popisu, ale i tak Mark Darcy nie mógłby mieć innej twarzy niż Colina Firtha. A i Bridget została dobrana idealnie.

Książkę czyta się rewelacyjnie - lekko, łatwo i przyjemnie. Dla mnie ogromnym atutem są odniesienia do "Dumy i uprzedzenia" Jane Austen.  Miłosny trójkąt - Bridget, Mark i Daniel to nowoczesna wersja konstelacji - Elizabeth Benett, Pan Darcy i Pan Wikham - trudno by tego nie przeoczyć. Druga część jak najbardziej dorównuje pierwszej. A dla zainteresowanych stylem pani Fielding jest jeszcze inna jej książka, którą również polecam: "Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules". Oliwia jest jakby młodszą siostrą Bridget, na miarę XXI wieku. Książka pokazuje, że może zmieniły się czasy - kobiety są coraz bardziej samodzielne i samowystarczalne, ale podświadomie chcą, żeby się nimi opiekowano i dbano o nie. Oczywiście na głos żadna tego nie powie. ;)

Helen Fielding 2

środa, 28 kwietnia 2010
"Kobieta z wydm" Kobo Abe

Kobieta z wydmŻeby wyrwać się na chwilę z europejsko-amerykańskiego kręgu sięgnęłam po książkę japońskiego autora. Zaciekawił mnie tym razem tytuł. Ale okazało się, że tytuł - tak jak niekiedy okładka - też może wprowadzić w błąd. Głównym bohaterem nie jest kobieta, jakby się mogło wydawać.

Samotny nauczyciel wyrusza na nadmorskie wydmy w poszukiwaniu owadów, szukając noclegu trafia do małej wioski. Niestety droga powrotna okazuje się o wiele trudniejsza. Zostaje bowiem umieszczony w wielkiej jamie wśród wydm, z której nie może się wydostać. Żeby otrzymać wodę musi ciężko pracować przy, jak mu się wydaje, bezsensownym przesypywaniu piasku. Za jedynego towarzysza ma wdowę, której życiowym celem jest właśnie odsypywanie piasku. Zestawienie tych dwóch postaci nasuwa bardzo ciekawe wnioski - porównanie dwóch sposobów życia - osiadłego i poszukującego, oraz stawia wiele pytań - czy można godzić się na ograniczanie wolności? Czy wolność jest wartością, dla której warto poświęcić wszystko inne? Dla Nikiego tak. Mimo, że jego ucieczka jest drogą przez labirynt Minotaura, podejmuje się jej.

"Nagle wezbrał w nim smutek barwy poranka. Mogliby sobie wzajemne lizać rany. Lecz gdyby nawet do końca życia lizali sobie rany, to i tak by się nie zagoiły, a tylko zdarliby sobie języki."

Ważnym elementem układanki, jaką jest ta książka jest też wszechobecny piasek. Staje się on niemal bohaterem, jest partnerem w dialogu, niczego nie da się przed nim ukryć, nie da się uciec, zabija, ale też daje życie. Czytając książkę niemal się go czuje.

Przed chwilą dowiedziałam się, że autor książki nie dokończył, umarł w trakcie jej pisania. Szczerze mówiąc, nie zauważyłabym tego sama. Otwarte zakończenie, pozostawia wiele interpretacji i podejrzewałam, że jest to specjalny zabieg autora, który prostym ale naprawdę sugestywnym językiem zarysował bardzo ciekawą sytuację i skłonił do refleksji.

"Ani jednego ważnego artykułu. Wieża złudzeń zbudowana z iluzorycznych cegieł pełnych dziur. Gdyby jednak życie składało się z samych rzeczy ważnych, stałoby się niebezpieczną szklaną budowlą, która rozsypałaby się przy byle dotknięciu. Codzienne życie jest właśnie jak takie nagłówki. Więc, zdając sobie sprawę z bezsensu egzystencji, wszyscy kierują wskazówki kompasu w stronę własnych gwiazd."

Mam tylko jedną negatywną uwagę, ale dotyczy ona wydawcy - nie powinien był zamieszczać na okładce informacji dotyczących zakończenia - nie wpływa to pozytywnie na czytelnika (a przynajmniej na mnie).

*Abe, Kobo; "Kobieta z wydm", Kraków: Znak, 2007.

niedziela, 25 kwietnia 2010
"Kapuściński: nie ogarniam świata" Bereś/Burnetko

Kapuściński: nie ogarniam świataW ramach przygotowania się do lektury biografii napisanej przez Artura Domasłowskiego postanowiłam przeczytać jak najwięcej o panu Kapuściński. Nie ukrywam, że jest on dla mnie dużym autorytetem i sytuacja, z którą mamy teraz do czynienia, trochę zachwiała mój pogląd na jego postać. Ale to już temat na inną notkę.

Wracająć do opowieści panów Beresia i Burnetko, to muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ich pomysł na biografię. Wiem, że w podobny sposób opisali też inne postacie i planuję sięgnąć po ich książkę o Marku Edelmannie. Zdając sobie sprawę z tego, że każda interpretacja słów RK mogłaby w jakiś sposób zniekształcić to co miał on do powiedzenia, po prostu przytoczyli przebieg kilku rozmów z nim. Każda z nich dotyczy innych kwestii, ale w każdej mamy do czynienia z genialnym człowiekiem, jakim był RK.

"Możemy się mylić, bo wielu rzeczy nie wiemy, ale istotne jest samo szukanie. Bo naszym wielkim problemem jest kryzys wyobraźni. Ona ukształtowała się dziesiątki, setki lat temu i nigdy nie miała do czynienia z taką masą informacji jak dziś. Ten ogrom informacji nas przerasta, nie jesteśmy w stanie tego objąć. Wyobraźnia sobie po prstu z tym nie radzi. Właściwie z punktu widzenia wiedzy informacyjnej wiemy wszystko, ale mamy kłopot, z przekuciem tego na praktykę, z takim wykorzystaniem tych pokładów informacji, by posuwać się naprzód i rozwijać cywilizację..."

Tłumacz kultury- jak sam siebie określał. Wykorzystując swoją ogromną wiedzę z różnych dziedzin, znajomość procesów, przebiegających na świecie oraz erudycję analizował świat i z tych analiz wyciągał wnioski, które - jak pokazał czas - okazały się słuszne. Autorzy wspominają, że sam dobierał sobie pytania, albo, inaczej mówiąc, udzielał odpowiedzi na te, które jego zdaniem były ważne. To dobra cecha, świadcząca o tym, że z natłoku informacji mniej i bardziej istotnych potrafił wyłowić te potrzebne. Dzięki temu poznałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i nazwał naprawdę znaczące kwestie, a za to jestem mu bardzo wdzięczna. Nie wiem czy znajdę jeszcze kiedyś kogoś kto będzie dla mnie takim oknem na świat, jakim jest pan Ryszard Kapuściński.

"Problem w tym, że to, co stało się po 1989 roku, zaczęliśmy traktować jako coś oczywistego, a w związku z tym mniej cenić. Tymczasem wolność wcale nie jest rzeczą oczywistą - bo ta przemiana była w istocie wielką rewolucją. A wolność nie jest dana raz na zawsze."

*Bereś W./Burnetko K.: "Kapuściński: nie ogarniam świata", Warszawa: Świat Książki, 2007.

wtorek, 20 kwietnia 2010
"Piąta Aleja" Candace Bushnell

Piata AlejaPo raz kolejny Nowy Jork. Kocham to miasto, fascynuje mnie jego tempo, styl (i pewnie nie jestem w nim sama). Dlatego sięgnęłam po tę książkę. Może nie przekonuje ona do zamieszkania w mieście. I chociaż okazuje się, że żeby tam mieszkać i być 'kimś' trzeba pozbyć się wszelkich skrupułów, być zdeterminowanym i pewnym siebie, to powieść sama w sobie jest przyjemna. Taka lekka lekturka na wiosenne dni albo do autobusu.

Mimo, że pojawia się tu wiele postaci i wątków, to nie trzeba specjalnie się wysilać, żeby nadążyć za biegiem wydarzeń. Akcja toczy się wartko i 'wciąga czytelnika'.

*Bushnell, C.: "Piąta Aleja", Kraków: Znak, 2009.

"Święto Kozła" Mario Vargas Llosa

Święto kozła

To moje pierwsze spotkanie z tym autorem i myślę, że nie ostatnie. Taka literatura bardzo do mnie przemawia. Wycinek z historii kraju, którego w ogóle nie znam. Mistrzowska konstrukcja i styl sprawiają, że książka trzyma w napięciu i "dobrze się czyta".

Ostatnie dni władzy dyktatora Dominikany Trujilo poznajemy z trzech różnych perspektyw. W kolejnych rozdziałach widzimy na przemian: samego dyktotora - ostatni dzień jego żydzia, Uranię - córkę jednego z jego bliskich współpracowników, która po latach wraca na Dominikanę, by spotkać się z ojcem i opowiedzieć swoją historię oraz zamachowców czekających na przyjazd Dobroczyńcy, aby przeprowadzić zamach.

Książka nie należy jednak do najłatwiejszych lektur. Brak ciągłości wydarzeń wymaga od czytelnika dużej koncentracji i wysiłku, który jednak nie idzie na marne. Mnie najbardziej poruszyłą historia Uranii i pod koniec z niecierpliwością czekałam na jej dokończenie.

*Varlas Llosa, M.: "Święto Kozła", Kraków: Znak, 2009.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12