I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Zakładki:
O mnie
Odłożone
Różne
Szablon autorstwa
Szablony
Tu wracam często
Zaglądam
Źródła
Projekt
czytanie
Liczniki
niedziela, 29 sierpnia 2010
"Urania" J. M. G. Le Clezio

UraniaPonieważ Le Clezio to jeden z niewielu wspóółczesnych noblistów, których nie miałam jeszcze okazji poznać, z ciekawością sięgnęłam po jego książkę w bibiotece. ">Urania< to powieść-bajka o utopii stworzonej w dwudziestym wieku na wzór dawnych społęczności Mezoameryki" - ten opis na okładce też mnie zainteresował, tym bardziej, że ostatnio fascynuje mnie literatura z i o Ameryce Południowej. I jaki był efekt? Cóż, może opowieść o podróży do Puertoryko snuta przez geografa Daniela Silvę mnie nie powrała, ale spodobał mi się jej nastrój, sposób prowadzenia narracji przypominający gorący, duszny klimat Ameryki Południowej.

Oczami Europejczyka poznajemy zależności panujące w niewielkim, portorykańskim mieście - nowobogackich właścicieli ziemskich, którzy wyzyskują i wykorzystują do własnych, nie zawsze szczytnych, celów masy biedaków; zblazowanych naukowców, którzy ulegając wpływom bogaczy zajmują się najmniej istotnymi problemami i gdzieś po środku - próbujących żyć w harmonii z tradycją i naturą mieszczńców maleńkiej osady. W Campos żyją ludzie poszukujący szczęścia i wolności, nie mają oni zamiaru nikomu szkodzić, a nawet wprost przeciwnie - pomagają. Jednak nawet ich bezgłośna egzystencja okazuje się komuś przeszkadzać - komu? i jak się to skończy? - tego już nie opowiem bo odpowiedź na pytanie, które stanowi kwintesencję tej książki - "Czy sen o wolności może się spełnić?"

poniedziałek, 23 sierpnia 2010
"Nie opuszczaj mnie" Kazuo Ishiguro

Nie opuszczaj mnieKathy po latach spotyka dwójkę swoich dawnych przyjaciół, Tommy'ego i Ruht. Pod wpływem długich rozmów z nimi zaczyna wspominać spędzoną współlnie z nimi w szkole z internetem przeszłość. Początkowo wspomnienia te nie różnią się od typowych wspomnień z dzieciństwa, jednak powoli pojawiają się pewne słowa - "wyjątkowi", "kreatywność", "galeria", "opiekun", "donacje"..., które zaczynają w czytelniku budzić niepokój i podejrzliwość. Jaki jest świat, w którym żyją bohaterowie? Kim oni są? Jak potoczą się ich losy?

Jest to dosyć nietypowa książka, która albo porywa bez reszty, albo pozostawia nieporuszonym. Przyznam, że mnie porwała mnie w niej przede wszystkim tajemnicza atmosfera - z jednej strony narratorka mówi nam o sobie wszystko, zdradza swoje uczucia, przeczucia, nadzieje, opisuje dokładnie wszystkie fragmenty z przeszłości, które jest w stanie sobie przypomnieć, a z drugiej do końca zachowuje dla siebie pewne okoliczności, które sprawiają, że jej historia jest niesamowita.

Mamy tu do czynienia z niecodziennym sposobem prowardzenia narracji, ma on odtwarzać sposób dzialania ludzkiej pamięci, dlatego pełno tu dygresji, wtrąceń, niektóre wątki zostają przerwane w połowie, żeby zostać dokończone po kilku stronach.

Od początku bohaterowie powieści ukazują nam się jako osoby nad zwyczaj wrażliwe, zadziwia bogactwo niuansów, półcieni, uczuć w relacjach między nimi, aż nagle stawia nam się pytanie - "czy to prawda?".

Niesamowita książka.

wtorek, 17 sierpnia 2010
There is no real world. There is only a dream.

IncepcjaZ taką myślą wyszłam z kina po "Incepcji" Christophera Nolana. Nareszcie film akcji skrojony specjalnie dla mnie - nie pozwala się nudzić, zmusza do myślenia i narzuca naprawdę szybkie tempo.

Na pozór typowy "heist film" - włamanie, grupa włamywaczy i zlecenie. A jednak wszystko jest na opak - sejf, który jest celem, to ludzka podświadomość, a włamywacze nie zamierzają niczego zabrać tylko coś w niej zostawić. Incepcja polega właśnie na zaszczepieniu w umyśle człowieka pomysłu, który on uzna za własny.

Świetne kreacje aktorskie - DiCaprio udowadnia po raz kolejny pokazuje na co go naprawdę go stać, moją uwagę zwrócił też Cillian Murphy (Robert Fischer Jr.), no i piękne kobiety - Ellen Page i Marion Cotillard. Sensownie wykorzystane efekty specjalne, króre nie przytłaczają widza a dopełniają całości - najbardziej podobała mi się bijatyka w korytarzu bez grawitacji. Krótko mówiąc inteligentne, pełnowymiarowe kino akcji z domieszką nietypowego wątku miłosnego.

piątek, 13 sierpnia 2010
"Dom dzienny, dom nocny" Olga Tokarczuk

Dom dzienny dom nocnyJak ładwo odgadnąć z poprzedniego wpisu ostatnio zaczytywałam się właśnie w tej książce Olgi Tokarczuk. I poraz kolejny przekonałam się, że to coś specjalnie dla mnie. Sczególnie podoba mi się forma, podobna do tej w "Biegunach" - luźne, na pozór nie powiązane ze sobą, pofragmentowane opowieści, refleksje, impresje. Przeszłość miesza się tu z teraźniejszością, w zasadzie trudno ustalić tu wspólną oś - może jest nią maleńka osada, Pietno. wokół której toczy się akcja większości fragmentów, a może jest nią postać narratorki, która zniera i spisuje zasłyszane historie, a może postać Marty, którą odnależć można w wielu historiach?

Autorka zarzeka się, że ntak jak tematem "Biegunów" nie było podróżowanie, tak i tutaj tematem nie są domy. I trudno się z nią nie zgodzić, czytając już cytat, który zamieszczony jest na pierwszej stronie:

"Twój dom jest twoim większym ciałem.
Rośnie w słońcu; śpi w ciszy nocy. Miewa sny.
Czyż twój dom nie śpi, a więc nie opuszcza miasta,
by znaleźć się w gaju lub na szczycie wzgórza?"

Khalil Gibran

Dom jest tu częścią człowieka, nawet bezdomni mają dom, ciało człowieka też jest domem. I co ciekawe, domy śnią. W ogóle sen jest kolejnym ważnym elementem tej powieści:

"To nie dowód, żeby nie wierzyć snom, [...]. One zawsze mają sens, nigdy się nie mylą, to świat realny nie dorasta do porządku snu."

Stąd granica między jawą a snem nierzadko się zaciera, co wprowadza czytającego co najmniej w zdziewienie. I chyba po to ta książka, żeby nauczyć się dziwić najprostszymi rzeczami i żeby nauczyć się patrzeć oczami a nie przez pryzmat własnej wyobraźni.

Od dawna nie zaznaczyłam w książce aż tylu pięknych cytatów, którymi chciałabym się tu podzielić, myślę, że one więcej mówią o samej książce, niż ja byłąbym w stanie napisać:

"Około dziesiątej zaczynał się codzienny rytuał picia kawy. Brzęczały aluminiowe łyżeczki i denka szklenek uderzały delikatnie o spodki, te biurowe dzwonki. Zmielona, cenna kawa, przynoszona z domu w słoikach po dżemach, obdzielała sprawiedliwie szklanki, wrzątek tworzył na jej powierzchni gruby brunatny kożuszek, który zatrzymywał na chwilę wodospady cukru..."

"Z jakiś względów ludzie nie potrafią wyobrażać sobie końców, nie tylko końców rzeczy wielkich, ale nawet najmniejszych. Może samo wyobrażanie sobie czegokolwiek wyczerpuje jakoś rzeczywistość; może ona nie chce być wyobrażana w głowach ludzi, może chce być wolna jak zbuntowany nastolatek, i właśnie dlatego zawsze jest inaczej, niż można było sobie wyobrazić."

"Ludzie widzą to, co chcą widzieć i w końcu mają tp, czego chcieli. Jasne, lecz fałszywe podziały."

"Ten, kto opowiada, zawsze jest żywy, poniekąd nieśmiertelny."

* Tokarczuk, Olga; "Dom dzienny, dom nocny", Wyd. Literackie, Kraków 2007.

wtorek, 10 sierpnia 2010
letnia notka

Ciasto owocowe

"Jaka to rozkosz, jaka słodycz życia - siedzieć w chłodnym domu, pić herbatę, pogryzać ciasto i czytać. Przeżuwać długie zdania, smakować ich sens, odkrywać nagle w mgnieniu sens głębszy, zdumiewać się nim i pozwalać sobie zastygać z oczami wklejonymi w prostokąt szyby. Herbata stygnie w delikatnej filiżance; nad jej powierzchnią unosi się koronkowy dymek, który znika w powietrzu, zostawiając ledwie ulotny zapach. Sznureczki liter na białej stronie książki dają schronienie oczom, rozumowi, całemu człowiekowi. Świat jest przez to odkryty i bezpieczny. Okruszki ciasta wysypują się na serwetę, zęby dzwonią leciutko o porcelanę. W ustach zbiera się ślina, bo mądrość jest apetyczna jak drożdżowe ciasto, ożywiająca jak herbata"

O. Tokarczuk, "Dom dzienny, dom nocny"

I ja tak sobie siedzę i czytam i chciałabym jakoś tę chwilę zatrzymać, żeby kiedyś móc ją wspominać i się nią cieszyć.

poniedziałek, 09 sierpnia 2010
"Tessa d'Urberville" Thomas Hardy

Tessa d'UrbervilleAngielska literatura XIX w. - szczerze mówiąc liczyłam na coś bardziej podobnego do Austen, ale mimo, że moje nadzieje się nie do końca sprawdziły, to nie jestem zawiedziona. Powieść Hardy'ego "Tessa d'Urberville. Historia kobiety czystej" okazała się całkiem ciekawą lekturą, chociaż niestety dosyć przygnębiającą.

Już druga część tytułu, którą odnalazłam dopiero po przyniesieniu książki z biblioteki zachęciła mnie do jak najszybszego przeczytania. No i poznałam Tessę i jej historię. I chociaż jest ona bardzo interesującą postacią literacką to na pewno nie zostanie jedną z moich ulubionych. Przez całą powieść drażniła mnie jej bierność, uleganie losowi, brak jakiegokolwiek zaangażowania we własny los. Może to za dużo powiedziane, ale to właśnie sobie myślałam poznając historię jej życia. Dopiero ostatnie rozdziały, kiedy "wzięłą sprawy we własne ręce", przekonały mnie, że ona jednak wie, czego chce, niestety, okazało się, że jest już za późno, żeby to osiągnęła.

Pierwszą myślą, jaka przyszła mi do głowy po przeczytaniu, był żal do facetów - zarówno tych, którzy stanęli na drodze Tessy (jej ojciec, Alec, Angel), jak i ogólnie do tych, którzy gdzieś tam na świecie jeszcze dziś wprowadzają w życie pogląd o wyższości płci brzydkiej nad piękną. Ale po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że wina w tej sprawie leży nie tylko po ich stronie, że kobiety też muszą "dorosnąć" do równouprawnienia, stać się świadome samych siebie, że same muszą przekonać się o tym, że mogą być od mężczyzn niezależne.

Może ta notka nie do końca jest na temat, ale ostatecznie gdzie mam pisać o tym, co myślę, jeśli nie tu - na własnym blogu. A propos - ostatnio w radiu usłyszałam, że blogi prowadzą ludzie, którzy chcą istnieć w sieci na własnych zasadach, tworzą blogi, bo jest to ich miejsce, które sami kontrolują, czyli jest to zdecydowanie dla mnie :)

niedziela, 08 sierpnia 2010
"Noc w Lizbonie" Erich Maria Remarque

Remarque Noc w LizbonieW ramach małego powrotu do literatury rodem z Niemiec przeczytałam wykopaną przypadkowo w małej bibliotece książkę Remarque "Noc w Lizbonie". Jej tematem są losy niemieckich emigrantów w czasie II wojny światowej. Autor pisze z autopsji, gdyż sam doświadczył tego na własnej skórze, mimo to dystansuje się niejako od opowiadanej historii posługując się dwoma naratorami. Mogłoby to podważyć wiarygodność opowieści, tak jednak nie jest - czytając wie się "po prostu", że czegoś takiego nie da się przekłamać, a i dobarwianie jest zupełnie zbędne.

Pierwszy narrator (nie podaję nazwisk, ponieważ tożsamość jest dla bohaterów sprawą zmienną - posługując się czyimiś dokumentami jakby przestają być sobą) opowiada czytelnikowi historię, którą w dosyć dziwnych okolicznościach opowiedział mu inny emigrant. Jest to wzruszająca historia miłości dwojga ludzi, którzy mimo wszelkich przeciwności pozostają sobie wierni do końca.

"W miłości zawsze pyta się za wiele. I można się z nią pożegnać, jeżeli będziemy chcieli dociec, jak brzmiałyby odpowiedzi zawierające samą tylko prawdę."

Na pewno nie jest to lektura rozweselająca, raczej przeciwnie - za każdym razem, kiedy do niej wracałam, przenosiłąm się w świat wojennej zawieruchy, gdzie nic nie jest pewne, i ogarniało mnie dziwne przygnębienie. Mimo to polecam ją szczególnie miłośnikom Remarque'a, którzy chcą się sami przekonać jak ten "wojenny" autor pisze o miłości.