I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Zakładki:
O mnie
Odłożone
Różne
Szablon autorstwa
Szablony
Tu wracam często
Zaglądam
Źródła
Projekt
czytanie
Liczniki
piątek, 28 sierpnia 2009
Nobliści

"Projekt Nobliści" skłonił mnie do małych podsumowań, z których wynika, że jest wielu Noblistów, których twórczości w ogóle nie znam, jest kilka nazwisk, które gdzieś mi się o uszy obiły, ale są też tacy, których znam całkiem dobrze - kursywą zaznaczyłam pozycje, które już przeczytałam, na granatowo oznaczyłam plany, są one dosyć rozległe. W najbliższym czasie chciałabym przeczytać chociaż:

  • J. Steinbeck, Na wschód od Edenu

  • D. Lessing, Piąte dziecko, Podróż Bena

  • J.M. Coetzee

  • O. Pamuk

Nie będę póki co planować więcej, bo i tak dużo przede mną, a niemieckojęzyczne tytułu zapisałam w oryginale, ponieważ większość z nich właśnie w oryginale przeczytałam. A to już moja lista Noblistów:

Henryk Sienkiewicz, Polska (Ogniem i mieczem, Potop, W pustyni i w puszczy, Quo vadis? i różne nowelki)

Rudyard Kipling, Wlk. Brytania (Księga dżungli)

Gerhart Hauptmann, Niemcy (Vor Sonnenaufgang, Die Weber)

Alfred NobelWilliam Butler Yeats, Irlandia (poezje)

Thomas Mann, Niemcy (Tod in Venedig, Der Zauberberg)

Pearl S. Buck, USA (Peonia)

Hermann Hesse, Szwajcaria (Steppenwolf)

Thomas Stearns Eliot, Wlk. Brytania (Ziemia jałowa)

Ernest Hemingway, USA (Stary człowiek i morze)

Albert Camus, Francja (Dżuma)

Boris Pasternak, Rosja (Doktor Żywago)

John Steinbeck, USA (Tortilla Flat, Na wschód od Edenu)

Aleksander Sołżenicyn, ZSRR (Archipelag Gułag)

Heinrich Böll, Niemcy (Die verlorene Ehre der Katharina Blum)

Patrick White, Australia (Węzeł)

Isaak Bashevis Singer Polska/USA (Sztukmistrz z Lublina)

Czesław Miłosz, Polska (poezje)

Gabriel Garcá Márquez, Kolumbia (Sto lat samotności)

William Golding, Wlk. Brytania (Władca much)

Toni Morrison, USA

Wisława Szymborska, Polska (poezje)

Günter Grass, Niemcy (Die Blechtrommel)

Imre Kertész, Węgry

J.M. Coetzee, RPA

Elfriede Jelinek, Austria (Die Klavierspielerin)

Orhan Pamuk, Turcja

Doris Lessing, Wlk. Brytania (Pamiętnik przetrwania, Piąte dziecko, Podróż Bena)

 

środa, 26 sierpnia 2009
"Pamiętnik przetrwania" Doris Lessing

Pamiętnik przetrwania D. Lessing

Jest to moje pierwsze spotkanie z tą pisarką, zupełnie przypadkowe - książkę kupiłam na wyprzedaży w likwidowanej księgarni. (Niestety tu gdzie mieszkam likwiduje się księgarnie.) Oczywiście wrażenie zrobiła na mnie Nagroda Nobla się skusiłam i chyba skuszę się na Lessing jeszcze nie raz.

Akcja powieści nie jest może wartka, ale nie o to tu chodzi. Narratorką jest starsza, samotna kobieta, której przyszło żyć w dość dziwnych czasach. Przeżyła ona upadek cywilizacji i obserwuje teraz stopniowy rozkład społeczeństwa, upadek wszelkich wartości oraz cofanie się ludzkości w rozwoju. Nie wiemy, co jest przyczyną tego kryzysu. Narratorka mówi o niej tak:

"No dobrze, ale czym "to" jest? Z pewnością zawsze istnieli ludzie, którzy w czasach kryzysu mówili o "tym" w dokładnie taki sposób, "to", bowiem staje się widoczne w czasach kryzysu, a wobec siły "tego" niknie nasza zarozumiałość. "To" jest siłą, mocą przybierającą postać trzęsienia ziemi, nadchodzącej komety, której fatalny wpływ narasta noc za nocą, wszelką myśl unicestwiając strachem - "to" może być, bywa zarazą, wojną, zmianą klimatu, tyranią miażdżącą ludzkie umysły, dzikością religii"

"Zapewne "to" było w ciągu dziejów przede wszystkim świadomością, że coś się kończy"

Ten nowy świat widzimy oczami narratorki, która zza firanki obserwuje wydarzenia wkoło. Pewnego dnia jej opiece powierzona zostaje mała dziewczynka, Emily. I tu zaczyna się kolejny wątek książki - opowieść o dojrzewaniu, stopniowym przejmowaniu odpowiedzialności za siebie i za innych. Początkowo to narratorka dba o Emily i jej pupila, ni to kota, ni psa, Hugona. Wyrasta ona jednak szybko i przejmuje rolę opiekuna nie tylko "domu", ale również "plemienia" złożonego z opuszczonych dzieci. Ten wątek "Pamiętnika..." najbardziej przypadł mi do gustu. Narratorka z dystansem przygląda się i opisuje to, co dzieje się z Emily, mówi o jej miłości do przywódcy gangu Geralda, smutkach, problemach. Jej bagaż doświadczeń pozwala jej na wypowiadanie ważnych słów o życiu:

"Słuchając nie mogłam nie skłonić głowy przed tą otchłanną wymową płaczu w wykonaniu dojrzałej kobiety. Kto jeszcze umie tak płakać? Na pewno nie stara kobieta. Łzy starości są żałosne, nieszczęśliwe, nie ma nic gorszego od nich. One jednak nie domagają się sprawiedliwości, zbyt wiele się nauczyły, nie ma w nich przepastnego wymiaru upływającej krwi. Dziecko potrafi płakać, jak gdyby przypadło mu w udziale całe cierpienie samotności wszechświata - ale w centrum płaczu kobiety nie stoi ból, nie, jest to ostateczna akceptacja zła."

I mimo, że nie ma między nimi na pozór bliskiej więzi, stara się ją jak najlepiej poznać. W zrozumieniu tego, kim jest Emily pomagają jej wyprawy na drugą stronę ściany. Jest to nieco fantastyczny motyw w tej powieści, stanowi dla narratorki odskocznię od tego, co ją otacza. Przenosi się do świata marzeń, wędruje przez niezliczone pokoje, obserwuje dzieciństwo Emily, jej nieczułych, nierozumiejących córki rodziców.

Na pewno nie jest to prosta powieść i zdaję sobie sprawę z tego, że nie do końca ją zrozumiałam. Poszczególne płaszczyzny przeplatają się, autorka wprowadza wiele symboli, co może utrudniać odczytanie niektórych znaczeń. Autorka porusza wiele istotnych tematów, miłość, samotność, bezradność, opuszczenie, pyta nas też, na ile jesteśmy w stanie przystosować się do zmieniającego się otoczenia. Poddaje w wątpliwość takie wartości jak kultura, społeczeństwo, władza. Dużym plusem jest dla mnie sposób, w jaki narratorka snuje swoją opowieść, robi to płynnie, chociaż często zmienia rytm opowiadania, co sprawia wrażenie, jakby słuchało się odległych wspomnień starszej osoby.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009
"Spalona żywcem" Souad

Spalona żywcemBardzo lubię książki o życiu kobiet w innych kulturach, to taki mój sposób poznawania świata. Dlatego też skusiłam się w supermarkecie na książkę Souad "Spalona żywcem", ktoś już mi ją kiedyś polecał, a poza tym przekonał mnie dosyć ostry tytuł. Jest to opowieść kobiety o jej dzieciństwie spędzonym w domu jej ojca w małej palestyńskiej wiosce, które kończy się gwałtownie, kiedy dziewczyna zakochuje się i zachodzi w ciążę bez ślubu. Staje się wtedy plamą na honorze rodziny, charmuta, a rodzice skazują ją na śmierć. "Wyrok" miał zostać wykonany przez jej własnego szwagra, polał on ją benzyną i podpalił. Suad trafia jednak do szpitala, gdzie rodzi dziecko, ale jej życie jest nadal zagrożone - własna matka próbuje ją otruć. Zostaje uratowana przez pracowników organizacji charytatywnej, którzy wywożą ją na Zachód, gdzie po długotrwałym leczeniu Suad dochodzi siebie, zakłada rodzinę, a po latach decyduje się opowiedzieć swoją historię pisząc książkę.

Już pierwsze rozdziały książki zainteresowały mnie życiem kobiet w Islamie i problemem "zbrodni honorowych", są one swoistym spisem tortur, jakich doświadczała Souad, jej siostry, matka i inne kobiety w wiosce, z rąk swoich ojców, mężów i braci. W trakcie czytania postanowiłam poszperać w internecie i dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. No i się dowiedziałam. Na polskich stronach, oprócz sklepów internetowych, niewiele znalazłam informacji o Souad. Rzekomo pozostaje ona do dziś w ukryciu, z obawy o życie swoje i swoich bliskich. Po głębszych poszukiwaniach znalazłam artykuł, z którego wynika, że cała ta powieść to mistyfikacja, mająca na celu zebranie pieniędzy na nieistniejącą "organizację charytatywną" oraz wybielenie Żydów. Prawda bywa gorzka. Czytając książkę dokładniej można faktycznie doszukać się wielu nieścisłości - w powieści Souad leci lotem bezpośrednim z Tel Awiwu do Lozanny, mimo że w rzeczywistości takie loty nigdy się nie odbywały.

Kolejne rozdziały czytałam więc ze sporym dystansem i muszę przyznać, że również z niechęcią - czułam się po prostu oszukana. Sposób, w jaki chwali się w powieści organizacje "Ziemia ludzi", "Surgir" oraz ich szefa jest, co najmniej, dziwny, już nie mówiąc o tym, że na ostatniej stronie umieszczony jest adres tychże organizacji wraz z numerem konta...

Wiele minusów jak na jedną książkę, a tylko jeden plus - skłoniła mnie ona do poszukiwania innych, ambitniejszych książek na ten temat, takich, w których będzie mowa również o dobrych stronach życia muzułmanów. Już mam kilka pozycji na oku i postaram się je wkrótce przeczytać.

niedziela, 23 sierpnia 2009
"Czy mężczyźni są światu potrzebni?" J. L. Wiśniewski

Czy mężczyźni są światu potrzebni?To kolejna książka o miłości, którą przeczytałam ostatnio. "Jedenaście minut" to był średni pomysł, ale z Wiśniewskim było na szczęście inaczej. Dlaczego uważam, że jest to książka o miłości, chociaż tytuł wcale na to nie wskazuje? Moim zdaniem można z niej wynieść znacznie więcej informacji dotyczących tego, co jest między ludźmi niż w niejednym romansie. Autor, mimo że jest mężczyzną nie boi się nazywać niektórych rzeczy po imieniu, mówi otwarcie o rzeczach, które wiele osób krępują i przyznaje się do mankamentów płci "brzydszej" - a wszystko w bardzo ciekawym stylu. Często przytacza wyniki statystyk, naukowe informacje z dziedziny biologii, chemii, psychologii... robi to jednak w całkiem przystępny i zabawny sposób.

"Nie wyobrażam sobie mężczyzny, który zniósłby dziesięciokilometrowy bieg w pełnym uzbrojeniu podczas okresu i nie zemdlał. Niektórzy mdleliby już na sam widok krwi. Jestem prawie pewny, że gdyby mężczyźni mieli "swoje dni", byłyby to z pewnością dni wolne od pracy. Zagwarantowane odpowiednią ustawą lub najlepiej dekretem."

Pan Wiśniewski jest jednym z nielicznych polskich autorów, do których wracam. Chociaż muszę przyznać, że nie znam ich wielu, ponieważ zdecydowanie wolę literaturę zagraniczną. Uwielbiam jego sposób wyrażania myśli, a ta książka jeszcze bardziej mnie w tym utwierdziła. Mam w planach przeczytanie jego najnowszej powieści "Bikini", chociaż trochę się obawiam, bo do tej pory przeczytałam o niej wiele nieprzychylnych opinii. Zobaczymy... mam nadzieję, że do mojej biblioteki już dotarła.

"Człowiek w sferze seksualności pozostał w dużej mierze zwierzęciem."

wtorek, 18 sierpnia 2009
"Folwark zwierzęcy" George Orwell

Folwark zwierzęcy

To kolejna książka mająca na celu uzupełnienie braków ze szkoły. Niedawno przeczytałam "Rok 1984", o czym napiszę później, i skłoniło mnie to do sięgnięcia po inną książkę tego autora. No i nie żałuję. Nie mogłam się oderwać od tej książeczki. To jest rodzaj literatury, który ostatnimi czasy naprawdę mnie fascynuje. Uważam, że autor faktycznie osiągnął zamierzony cel - stworzyć zrozumiały obraz komunizmu.

Na przykładzie małej farmy udało mu się pokazać mechanizmy rządzące tym systemem politycznym - od powstania, aż po rozpad, zdradę wszelkich ideałów. Początkowo zwierzętom bez człowieka jest znacznie lepiej, ale stopniowo jego rolę zajmują rządzące w tym małym społeczeństwie świnie, podczas, gdy pozostałym zwierzętom żyje się coraz gorzej, a "wolność", którą się cieszą staje się jedynie nic nieznaczącym hasłem.

Oczywiście przypadł mi do gustu dość ciekawy pomysł obsadzenia świń w rolach komunistów. Szkoda, że nikt nie kazał nam przeczytać tej książki w liceum, bo naprawdę pomaga ona zrozumieć choć trochę ten dziwny system, który panował w Polsce całkiem niedawno.

"Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt nie mógł już się połapać, kto jest kim"

poniedziałek, 17 sierpnia 2009
"Ania z Zielonego Wzgórza" L. M. Montgomery

Ania z Zielonego Wzgórza

Słoneczny długi weekend spędziłam z wspomnieniami z dzieciństwa. Pamiętam jak długo książka leżała na półce zanim przeczytałam ją do końca - nie mogłam przebrnąć przez pierwszą stronę opisu krajobrazu. Dziś czytałam z przyjemnością wszystkie opisy. Ania uczy, bawi, dobrze się z nią odpoczywa. Może ktoś powie, że to dziecinne, czytać takie książki, ale co mi tam ;)

Na Zielonym Wzgórzu rozpoczyna się historia rudowłosej Ani Shirley, która tutaj odnajduje swój prawdziwy dom. Niesforna, impulsywna, a jednocześnie obdarzona niepospolitą fantazją Ania nieustannie popada w przeróżne tarapaty i wciąż obiecuje sobie, że nigdy więcej... aż do następnego razu.

"Mansfield Park" Jane Austen

Mansfield ParkDlaczego czytam powieści Jane Austen? Wiele przemawia tu przeciw - niezbyt wartka akcja, brak pościgów, żadnej zagadki do rozwiązania, dosyć sztywny język, nadmiar opisów... Obejrzałam już wszystkie filmy nakręcone na podstawie jej powieści, jednak to nie to samo, więc od czasu do czasu sięgam po książki. Film daje tylko skróconą wersję wydarzeń, nierzadko trochę zmienioną. Zaletą filmu są oczywiście kostiumy muzyka i piękne sceneria. Jednak w powieściach Jane Austen czas płynie inaczej, wolniej spokojniej, niewiele wydarzeń jest nieprzewidywalnych. Tempo akcji dodatkowo spowalniają szczegółowe opisy przyrody. Zresztą zawsze stawiałam książki przed filmem - wolę sobie wszystko sama wyobrazić, nadać postaciom własny wygląd, pozwolić im żyć własnym życiem. I właśnie w tych powieściach mam najszersze pole do popisu.

"Mansfield Park" zawdzięczam kolejne kilka dni, jakie dane mi było spędzić w dziewiętnastowiecznej Anglii, poznać kulturę, obyczaje. A było co poznawać - skomplikowane konwenanse i zupełnie inny świat wartości.

"W Mansfield nie słyszało się nigdy żadnej sprzeczki, podniesionego tonu, nagłych wybuchów, nie było najmniejszego śladu gwałtowności; życie postępowało wytyczoną ścieżką pogodnego ładu; każdy miał mu należne znaczenie; uczucia każdego były brane pod uwagę. Jeśli można powiedzieć, że za mało było czułości, miejsce jej wypełniało dobre wychowanie i rozsądek; jeśli zaś idzie o drobne irytacje, powodowane niekiedy przez ciotkę Norris, były one krótkie i błahe, jak kropla wody w oceanie..."

 

 
1 , 2