I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Zakładki:
O mnie
Odłożone
Różne
Szablon autorstwa
Szablony
Tu wracam często
Zaglądam
Źródła
Projekt
czytanie
Liczniki
sobota, 28 listopada 2009
"Białe zęby" Zadie Smith

Białe zęby

Dosyć dużo czasu zajęło mi przeczytanie tej książki. Na początku była bardzo wciągająca, ale im bliżej końca tym mniej... niestety. Z czasem pojawiało się coraz więcej postaci, i coraz trudniej było mi zorientować sie, kto jest kim. W pewnym sensie rozumiem ten zabieg autorki, jedna z jej bohaterek mówi, że ludzie tworzą wokół siebie swoistą sieć powiązań - i myślę, że w ten sposób, pani Smith chciała pokazać, jak skomplikowane mogą być ludzkie losy, jak wiele zależy od podejmowanych decyzji. I tu chylę jej czoła - udało jej się stworzyć w powieści naprawdę skomplikowaną siatkę powiązań i zależności.

Podoba mi się też egzotyka i różnorodność postaci - od Jamajczyków, Bengalczyków po Żydów polskiego pochodzenia:

"...że można cofać się tak w nieskończoność i że łatwiej znaleźć dobry worek do odkurzacza niż jednego czystego pod względem raz, narodowości i religii człowieka na całej kuli ziemskiej. Czy uważasz, że istnieją stuprocentowi Anglicy? Prawdziwi Anglicy? To bajki!"

Pomysł umieszczenia powieści w środowisku emigrantów bardzo mi odpowiada, etniczna mieszanka bohaterów - jestem za!, brakuje tylko Poaków. Ale przynudzały mnie trochę wspomnienia bohaterów, sięganie do odległej przeszłości - trochę moim zdaniem naciągane. Ale za to świetny, błyskotliwy język, kilka naprawdę zabawnych żartów... W sumie dosyć udany obraz społeczeństwa, z którego wnika trochę smutna prawda - że nie ma idealnych rodzin, każda ma jakieś, mniejsze, czy większe problemy.

środa, 18 listopada 2009
"Chłopiec z latawcem" Khaled Hosseini

Chłopiec z latawcemOczekiwania co do tej książki miałam spore, pewnie przez recenzje na innych blogach i wysokie oceny na biblionetce, ostudził je już napis na okładce "światowy bestseller", ale przeczytałam, przynajmniej mam już własne zdanie. Niestety niezbyt pochlebne.

Historia opowiedziana w powieści faktycznie jest bardzo wzruszająca, wspomnienia Amira z dzieciństwa spędzonego w Afganistanie, jego przyjaźń z Hassanem, zabieganie o względy ojca, a w tle rozgrywająca się burzliwie historia kraju, życie afgańskich emigrantów w Stanach. Największe wrażenie zrobił na mnie jednak psychologiczny obraz głównego bohatera, często nie podobało mi się jego postępowanie, głównie dlatego, że sam był świadomy, że robi źle, chciał lepiej, a jednak dokonywał takich a nie innych wyborów, które przyszło mu później odpokutować.

Raził mnie jednak w tej książce styl prowadzenia opowieści, tempo jest nierówne, niekiedy przez kilka stron nie dzieje się nic, a za chwilę wydarzenia piętrzą się tak, że nie da się za nimi nadążyć. Narrator często zdradza to, co stanie się później, co samo w sobie nie jest złe, ale nie w takim wydaniu. No i jeszcze te niedomówienia - w jednej z najważniejszych scen powieści (upokorzenie Hassana przez bandę chłopców) trzeba się domyślać, co się faktycznie stało, a narrator "zdradza nam prawdę" dopiero kilka stron później. Przez te i inne zabiegi książka wydała mi się chaotyczna. Może to wina robionego wyraźnie na prędce tłumaczenia, ale bez przesady - aż tyle tłumacz nie mógł popsuć ;).Uważam, że ta książka to świetny materiał na film, dlatego postaram się go jak najszybciej obejrzeć, żeby się przekonać, czy się nie mylę.

*Hosseini, Khaled; "Chlopiec z latawcem", Amber, Warszawa 2004.

sobota, 07 listopada 2009
"Na wschód od Edenu" John Steinbeck

Na wschód od Edenu

Skończyłam czytać dosłownie przed chwilą i jestem pod ogromnym wrażeniem. Poświęcałam tej książce w ciągu ostatniego tygodnia każdą wolną minutę, gdyby nie uczelnia i konieczność snu pewnie przeczytałabym ją za jednym zamachem. – Myślę, że to wystarczająca zachęta;)

Jest to bardzo złożona, wielowątkowa opowieść o zmaganiu dobra ze złem – w człowieku, między ludźmi i na świecie. Akcja toczy się na przełomie około siedemdziesięciu lat w Stanach Zjednoczonych. Steinbeck opowiada historię dwóch rodzin – fikcyjnej rodziny Trask i, nieco w tle, Hamiltonów – swoich przodków. Steinbeck na nowo podejmuje biblijną opowieść o Kainie i Ablu – współzawodnictwo dwóch braci o względy ojca, zastanawiając się jednocześnie, czy dzieci muszą popełniać błędy rodziców, czy los człowieka jest z góry przesądzony.

„Ludzie w swym życiu, w rozumowaniu, w pożądaniu i ambicjach, w swym skąpstwie i okrucieństwie, a także w dobroci i wspaniałomyślności – są uwikłani w matnię dobra i zła. Myślę, że to jedyna nasza historia i że rozgrywa się ona na wszystkich poziomach uczuć i inteligencji. Cnota i występek były wątkiem i osnową naszej najpierwszej świadomości i pozostaną tkaniną ostatniej, i to na przekór wszelkim przemianom, jakie możemy narzucić polom, rzekom i górom, ekonomii i obyczajom. Nie ma innej historii. Człowiekowi, który strząśnie już z siebie pył i śmieć życia, pozostaną tylko twarde, jasne pytania: czy to życie było dobre, czy złe? Czy postępowałem dobrze, czy źle?”

Pojawia się tu wiele różnorodnych typów postaci, większość z nich da się jednoznacznie przyporządkować albo dobru – jak Sam Hamilton, Adam Trask, wrażliwi mężczyźni, dla których zło nie istnieje – albo złu – jak Cathy, która nie dostrzega w świecie dobra, miłości i po trupach dąży do celu. Najciekawszą postacią dla mnie jest tutaj Cal, który znajduje się jak gdyby pośrodku, jest świadomy tego, że w jego wnętrzu ścierają się siły dobra i zła, za wszelką cenę stara się być dobry, często jednak, szczególnie wtedy, gdy coś idzie nie po jego myśli, zwycięża w nim ta ciemna strona.  Innym, nie mniej interesującym bohaterem jest Li, chiński służący Adama. Mimo, że urodził się i wychował już w Stanach, dla otoczenia ciągle pozostaje „Chińcem”, kolor skóry okazuje się barierą nie do pokonania. Zachodnie wychowanie izoluje go z drugiej strony od jego chińskich korzeni, jest człowiekiem bez ojczyzny. Reprezentuje sobą ogromną mądrość i doświadczenie, jest z młodymi Traskami od początku, i to dzięki niemu ostateczne rozwiązanie jest optymistyczne. -„Timszel” znaczy „możesz”, możesz panować nad grzechem – słowami, którymi Bóg kiedyś zwrócił się do Kaina, błogosławi ostatecznie Adam swojego syna, dając mu możliwość decydowania, czyniąc go niejako człowiekiem.

Jest jeszcze druga płaszczyzna, na której można tą powieść interpretować – obraz Ameryki i Amerykanów na przełomie 19. i 20. wieku – historia wojen z Indianami, gorączki złota, emigracji, udział Ameryki w pierwszej wojnie światowej. Różnorodność kulturowa, pycha, poczucie wyższości, nietolerancja – dosyć krytyczny obraz jak na Amerykanina swoją drogą.

„Może to prawda, że wszyscy pochodzimy od ludzi niespokojnego ducha, nerwowców, złoczyńców, awanturników i zawadiaków – ale także dzielnych, niezawisłych i szlachetnych. Gdyby nasi pradziadowie nie byli tacy, siedzieliby na swoich ojczystych zagrodach  w starym świecie i zdychaliby z głodu na wyciśniętej do ostatka ziemi. (…) Amerykanie wszelkich odmian i kolorów skóry mają mniej więcej podobne skłonności. To jest odrębne plemię – dobrane przez przypadek. Dlatego jesteśmy przesadnie odważni i przesadnie lękliwi – dobrzy i okrutni jak dzieci. Zanadto lgniemy do każdego, a jednocześnie boimy się obcych. Chełpimy się, a łatwo nam zaimponować. Jesteśmy nadmiernie sentymentalni, a zarazem praktyczni; przyziemni i materialistyczni – a czy znasz jakiś inny naród, który robiłby wszystko dla ideałów? Jemy za wiele. Nie mamy gustu ani poczucia proporcji. Trwonimy bezpożytecznie naszą energię…”

Dla mnie to przede wszystkim przepiękna przypowieść o ludziach i polecam ją wszystkim, którzy lubią czytać pięknie napisane historie z morałem.

*Steinbeck John; "Na wschód od Edenu"; Warszawa, Świat Książki, 2008.