Liczniki
środa, 18 listopada 2009
"Chłopiec z latawcem" Khaled Hosseini

Chłopiec z latawcemOczekiwania co do tej książki miałam spore, pewnie przez recenzje na innych blogach i wysokie oceny na biblionetce, ostudził je już napis na okładce "światowy bestseller", ale przeczytałam, przynajmniej mam już własne zdanie. Niestety niezbyt pochlebne.

Historia opowiedziana w powieści faktycznie jest bardzo wzruszająca, wspomnienia Amira z dzieciństwa spędzonego w Afganistanie, jego przyjaźń z Hassanem, zabieganie o względy ojca, a w tle rozgrywająca się burzliwie historia kraju, życie afgańskich emigrantów w Stanach. Największe wrażenie zrobił na mnie jednak psychologiczny obraz głównego bohatera, często nie podobało mi się jego postępowanie, głównie dlatego, że sam był świadomy, że robi źle, chciał lepiej, a jednak dokonywał takich a nie innych wyborów, które przyszło mu później odpokutować.

Raził mnie jednak w tej książce styl prowadzenia opowieści, tempo jest nierówne, niekiedy przez kilka stron nie dzieje się nic, a za chwilę wydarzenia piętrzą się tak, że nie da się za nimi nadążyć. Narrator często zdradza to, co stanie się później, co samo w sobie nie jest złe, ale nie w takim wydaniu. No i jeszcze te niedomówienia - w jednej z najważniejszych scen powieści (upokorzenie Hassana przez bandę chłopców) trzeba się domyślać, co się faktycznie stało, a narrator "zdradza nam prawdę" dopiero kilka stron później. Przez te i inne zabiegi książka wydała mi się chaotyczna. Może to wina robionego wyraźnie na prędce tłumaczenia, ale bez przesady - aż tyle tłumacz nie mógł popsuć ;).Uważam, że ta książka to świetny materiał na film, dlatego postaram się go jak najszybciej obejrzeć, żeby się przekonać, czy się nie mylę.

*Hosseini, Khaled; "Chlopiec z latawcem", Amber, Warszawa 2004.

sobota, 07 listopada 2009
"Na wschód od Edenu" John Steinbeck

Na wschód od Edenu

Skończyłam czytać dosłownie przed chwilą i jestem pod ogromnym wrażeniem. Poświęcałam tej książce w ciągu ostatniego tygodnia każdą wolną minutę, gdyby nie uczelnia i konieczność snu pewnie przeczytałabym ją za jednym zamachem. – Myślę, że to wystarczająca zachęta;)

Jest to bardzo złożona, wielowątkowa opowieść o zmaganiu dobra ze złem – w człowieku, między ludźmi i na świecie. Akcja toczy się na przełomie około siedemdziesięciu lat w Stanach Zjednoczonych. Steinbeck opowiada historię dwóch rodzin – fikcyjnej rodziny Trask i, nieco w tle, Hamiltonów – swoich przodków. Steinbeck na nowo podejmuje biblijną opowieść o Kainie i Ablu – współzawodnictwo dwóch braci o względy ojca, zastanawiając się jednocześnie, czy dzieci muszą popełniać błędy rodziców, czy los człowieka jest z góry przesądzony.

„Ludzie w swym życiu, w rozumowaniu, w pożądaniu i ambicjach, w swym skąpstwie i okrucieństwie, a także w dobroci i wspaniałomyślności – są uwikłani w matnię dobra i zła. Myślę, że to jedyna nasza historia i że rozgrywa się ona na wszystkich poziomach uczuć i inteligencji. Cnota i występek były wątkiem i osnową naszej najpierwszej świadomości i pozostaną tkaniną ostatniej, i to na przekór wszelkim przemianom, jakie możemy narzucić polom, rzekom i górom, ekonomii i obyczajom. Nie ma innej historii. Człowiekowi, który strząśnie już z siebie pył i śmieć życia, pozostaną tylko twarde, jasne pytania: czy to życie było dobre, czy złe? Czy postępowałem dobrze, czy źle?”

Pojawia się tu wiele różnorodnych typów postaci, większość z nich da się jednoznacznie przyporządkować albo dobru – jak Sam Hamilton, Adam Trask, wrażliwi mężczyźni, dla których zło nie istnieje – albo złu – jak Cathy, która nie dostrzega w świecie dobra, miłości i po trupach dąży do celu. Najciekawszą postacią dla mnie jest tutaj Cal, który znajduje się jak gdyby pośrodku, jest świadomy tego, że w jego wnętrzu ścierają się siły dobra i zła, za wszelką cenę stara się być dobry, często jednak, szczególnie wtedy, gdy coś idzie nie po jego myśli, zwycięża w nim ta ciemna strona.  Innym, nie mniej interesującym bohaterem jest Li, chiński służący Adama. Mimo, że urodził się i wychował już w Stanach, dla otoczenia ciągle pozostaje „Chińcem”, kolor skóry okazuje się barierą nie do pokonania. Zachodnie wychowanie izoluje go z drugiej strony od jego chińskich korzeni, jest człowiekiem bez ojczyzny. Reprezentuje sobą ogromną mądrość i doświadczenie, jest z młodymi Traskami od początku, i to dzięki niemu ostateczne rozwiązanie jest optymistyczne. -„Timszel” znaczy „możesz”, możesz panować nad grzechem – słowami, którymi Bóg kiedyś zwrócił się do Kaina, błogosławi ostatecznie Adam swojego syna, dając mu możliwość decydowania, czyniąc go niejako człowiekiem.

Jest jeszcze druga płaszczyzna, na której można tą powieść interpretować – obraz Ameryki i Amerykanów na przełomie 19. i 20. wieku – historia wojen z Indianami, gorączki złota, emigracji, udział Ameryki w pierwszej wojnie światowej. Różnorodność kulturowa, pycha, poczucie wyższości, nietolerancja – dosyć krytyczny obraz jak na Amerykanina swoją drogą.

„Może to prawda, że wszyscy pochodzimy od ludzi niespokojnego ducha, nerwowców, złoczyńców, awanturników i zawadiaków – ale także dzielnych, niezawisłych i szlachetnych. Gdyby nasi pradziadowie nie byli tacy, siedzieliby na swoich ojczystych zagrodach  w starym świecie i zdychaliby z głodu na wyciśniętej do ostatka ziemi. (…) Amerykanie wszelkich odmian i kolorów skóry mają mniej więcej podobne skłonności. To jest odrębne plemię – dobrane przez przypadek. Dlatego jesteśmy przesadnie odważni i przesadnie lękliwi – dobrzy i okrutni jak dzieci. Zanadto lgniemy do każdego, a jednocześnie boimy się obcych. Chełpimy się, a łatwo nam zaimponować. Jesteśmy nadmiernie sentymentalni, a zarazem praktyczni; przyziemni i materialistyczni – a czy znasz jakiś inny naród, który robiłby wszystko dla ideałów? Jemy za wiele. Nie mamy gustu ani poczucia proporcji. Trwonimy bezpożytecznie naszą energię…”

Dla mnie to przede wszystkim przepiękna przypowieść o ludziach i polecam ją wszystkim, którzy lubią czytać pięknie napisane historie z morałem.

*Steinbeck John; "Na wschód od Edenu"; Warszawa, Świat Książki, 2008.

wtorek, 27 października 2009
"Bieguni" Olga Tokarczuk

Tokarczuk BieguniWiększość tej książki przeczytałam poza domem - w autobusie, samochodzie, tramwaju, albo na przystanku - i to wcale nie ze szkodą dla jej zrozumienia, wręcz przeciwnie, dzięki temu trochę wczułam się w jej atmosferę. Podróżowanie, przemieszczenie się są tym co łączy poszczególne, dłuższe i krótsze fragmenty powieści. Każdy z bohaterów ma jakiś punkt wyjście i bardziej lub mniej konkretny cel, do którego zmierza, stanowią ona jakby podstawę istnienia, wokół nich wszystko się kręci.

"Ruszaj się, ruszaj. Błogosławiony, który idzie"

Pozornie układ fragmentów, notatek spisanych gdzieś kątem na lotnisku, w kawiarni... nie rządzi tu żaden z góry ustalony porządek. Autorka zmienia wątki jakby "skakała" po kanałach w telewizji. Twierdzi, że:

"Widzi się tylko świat we fragmentach, innego nie będzie. Są momenty, okruchy, chwilowe konfiguracje, które raz zaistniawszy, rozpadają się na części."

"Biegunów" czyta się szybko, ale potrzeba czasu, żeby odczytać głębszy sens, przemyśleć. Często zmienia się czas akcji, bohaterowie, temat. Stały jest za to prosty, jasny, klarowny język i skrupulatne, czasem wręcz szokujące opisy (np. preparatów). Jestem jak najbardziej za i już szukam kolejnych książek pani Tokarczuk.

Raz mamy tu do czynienia z odległą historią, raz z pędzącą teraźniejszością, autorka odnajduje związki pomiędzy egzotycznym muzułmańskim haremem, odkrywcą ścięgna Achillesa i zrozpaczoną Rosjanką podróżującą metrem. Gdzieś spośród tego tłumu ludzi, stosów map i atlasów anatomicznych wysuwają się uniwersalne pytania o człowieka "Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?"

 

gaugin

* Tokarczuk, O.; "Bieguni", Wyd. Literackie, Kraków 2008.

** Obraz "Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?" Paul Gauguin

piątek, 16 października 2009
"Zabić drozda" Harper Lee

Zabić drozda

W ramach nadrabiania zaległości z dzieciństwa sięgnęłam po "Zabić drozda", bo czasem dobrze jest spojrzeć na świat oczami dziecka. Skaut i Jem żyją w małym amerykańskim mieście, wychowuje ich ojciec, który jest prawnikiem. Sprawa, której się podejmuje - obrona czarnoskórego - budzi w lokalnym środowisku duże kontrowersje. Mimo, że dzieje się to w latach 30., to problem nadal jest aktualny. Na szczęście tak wtedy, tak i dziś dla dzieci te podziały nie grają roli. Dla nich o człowieku nie świadczy to, jaki się urodził, biały czy czarny, kobieta czy mężczyzna, bogaty czy biedny, lepiej czy gorzej urodzony, dla nich "istnieje tylko jeden rodzaj ludzi. Ludzie." I to napawa nadzieją.

"Strąć tyle sójek ile dusza zapragnie, jeśli uda ci się trafić, ale pamiętaj, że grzechem jest zabić drozda. (...) Drozdy nie robią nam nic złego, tworzą jedynie muzykę, która cieszy nasze uszy. Nie wyjadają nam plonów z ogrodu, nie gniazdują w zebranej kukurydzy, nie robią absolutnie nic poza jedną rzeczą: śpiewają nam z głębi serca. I dlatego zabić drozda to grzech"

*Lee, Harper; "Zabić drozda", Warszawa 2008.

 

niedziela, 11 października 2009
"Prawiek i inne czasy" Olga Tokarczuk

Prawiek

Każdy ma swój Prawiek, swoje centrum wszechświata, miejsce, które trwa mimo upływającego czasu, mimo wszystko. Prawiek to z jednej strony mała, biedna wioska, dla jego mieszkańców jest jednak centrum wszystkiego, pełen jest duchów przeszłości, dowodów na istnienie Boga i na jego nieistnienie.

"Bóg jest w każdym procesie. Bóg pulsuje w przemianach. Raz jest, raz jest go mniej, ale czasem nie ma go wcale. Bóg bowiem przejawia się nawet w tym, że go nie ma."

"Prawiek..." to piękna i mądra opowieść o ludziach, o Bogu, o naturze i gdzieś za tym wszystkim trochę też o Polsce. Napisana prostym, ale pięknym, poetyckim językiem, pełna nawiązań do Biblii i mitologii, przesiąknięta niewidzialną, ale wyraźnie wyczuwalną magią opowieść o wielu osobach, których losy przeplatając się ze sobą tworzą współgrającą jedność.

"Wyobrażanie sobie jest w gruncie rzeczy stwarzaniem, jest mostem pojednania między materią a duchem. Zwłaszcza gdy robi się to często i intensywnie. Wtedy obraz przekształca się w kroplę materii i włącza do przepływów życia. Czasem po drodze coś się w nim przekształci i zmienia. Wszystkie ludzkie pragnienia zatem, jeżeli są wystarczająco silne, spełniają się. Nie zawsze jednak do końca tak, jak się tego oczekiwało."

Bardzo spodobał mi się przede wszystkim styl narracji, autorka pokazuje nam bohaterów trochę z góry, nie angażuje się emocjonalnie, jakby byli pionkami w grze dziedzica Popielskiego, dzięki temu sam Prawiek staje się główną postacią, widzimy go jako całość.

"-Świat jest zły. Widziałeś to sam. Co to za Bóg, który stworzył taki świat? Albo sam jest zły, albo pozwala na zło. Albo mu się wszystko poplątało."

*Tokarczuk, O.; "Prawiek i inne czasy", Wyd. Ruta, 2000.

środa, 07 października 2009
"Księżyc nad Zakopanem" Maria Nurowska

Księzyc nad Zakopanem

Ostatnio będąc w bibliotece postanowiłam sięgnąć po literaturę polską, a, że raczej się na niej nie znam, musiałam losować. Z Terakowską się udało, z panią Nurowską już trochę mniej, myślałam, że trafię na powieść, ale książka "Księżyc nad Zakopanem" okazała się autobiografią autorki. Wolę poznawać pisarzy przez ich powieści, ale skoro już miałam w domu "Księżyc...", to doczytałam go do końca.

Historia życia pisarki ściśle wiąże się z domami, w których mieszkała, a było ich naprawdę sporo. Pani Nurowska to odważna kobieta, która nie boi się ryzyka, wierzy swojej intuicji, mimo że ta nieraz ją zawiodła, nie poddaje się i na kolejnym zakręcie, ryzykuje znowu i... kupuje kolejny dom;) Mieszkała w wielu, ale żaden z nich nie okazał się prawdziwym domem. Smutne to.

Ciekawe życie to i ciekawa opowieść o nim, gdzieś  na drugim planie pojawia się wielu znanych Polaków (Stachura, Osiecka, Kieślowski, Michnik, pułkownik Kukliński). Nie czytało się tego źle, ale szkoda, że nie trafiłam, na jakąś jej powieść, tak dowiedziałam się mnóstwo szczegółów z jej życia a nadal nie wiem jeszcze jaką jest pisarką, ani co pisze. Może następnym razem.

wtorek, 06 października 2009
"Samotność Bogów" Dorota Terakowska

Samotnośc BogówKsiążka Terakowskiej to piękna przypowieść o wierze. Czyta się ją szybko, jest napisana prostym językiem, ale wcale do lekkich lektur nie należy, a nawet odwrotnie.

Historia dzieje się w małej wiosce, gdzieś w głębi Puszczy w odległych czasach chrystianizacji. Ludzie oficjalnie przyjęli już Boga Dobroci, jednak pamięć o dawnych bogach, szczególnie o najsilniejszym z nich, Światowidzie, nazywanym teraz ze strachu Bezimiennym, żyja nadal - świadczy o tym przede wszystkim obecność w wiosce sędziwego Szamana obok szerzących w wiarę w Boga Dobroci "ludzi w długich sukniach". Główny bohater, Jon, podążając za głosem starego boga, wstępuje na przeznaczoną mu przez niego drogę. Odwiedzając różne światy - współczesność, czasy Chrystusa, spotyka Joannę D'Arc, a wszystko po to, żeby umożliwić Bezimiennemu godne odejście.

"Cywilizacja. CYWILIZACJA. Niegdysiejsze bóstwa zagradzały jej drogę. Były jak wielkie, omszałe głazy, uniemożliwiające dostęp do Świata Wiedzy. Ludzie w długich sukniach, głosząc chwałę jedynego Boga (w tak różny sposób, raz ucząc miłości, innym razem nienawiści), jednoczyli kraje i państwa skłócone do tej pory różnymi imionami swych świętości i torowali drogę Cywilizacji. A bez niej świat stanąłby w miejscu."*

Jest to opowieść, która na pewno pozostanie mi w pamięci na długo. Autorka podejmuje naprawdę złożony problem, jakim jest wiara, i mówi o nim w prosty, jasny sposób, do tego tak wyjątkowy, a nawet magiczny.

*D. Terakowska; "Samotność Borów", Wyd. Literackie, Kraków 2004.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5