|
I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Archiwum
Zakładki:
O mnie
Odłożone
Różne
Szablon autorstwa
Tu wracam często
Zaglądam
Źródła
Tagi
|
środa, 01 grudnia 2010
Przeprowadzka
Długo już zastanawiałam się nad tym krokiem, aż wreszcie znalazłam chwilę i podjęłam decyzję. Liczę, że będę miała na blogspocie więcej możliwości edytowania wyglądu i porozumiewania się z innymi blogowiczami. Ogólna formuła tego bloga się nie zmienia, a moje nowe posty dostępne będą pod adresem: Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania!
wtorek, 30 listopada 2010
Przedsmak recenzji
W. Myśliwski, "Kamień na kamieniu"
środa, 17 listopada 2010
"Lot nad kukułczym gniazdem" Kan Kesey
Już podczas oglądania filmu przejęła mnie ta historia: jeden człowiek ryzykujący siebie dla szczęścia i wolności innych. Ale dopiero po przeczytaniu powieści zrozumiałam problem do końca. Postaci są tu o wiele wyraźniejsze i głębsze. Podczas przenoszenia na ekran najwięcej straciła chyba postać Wodza, który w filmie - jako niemowa - nie ma zbyt wiele możliwości do pokazania się, ani do mówienia o sobie. W książce jest on narratorem, to on kształtuje opowieść, nie wiemy niczego poza tym czego on nam nie powie, a mówi dużo i pięknie. Najbardziej ujęła mnie scena, w której zdradza McMurphy'emu, że potrafi mówić. Po raz pierwszy od wielu lat używa swojego głosu i okazuje się jest tym rozczarowany. Dotąd planował, że użyje go tylko, żeby mówić o rzeczach ważnych, jednak mu się nie udało i wyszło według zasady - chciałem dobrze a wyszło jak zwykle. Czuję, że nazwał też trochę mój problem - czasami mam tak nawet tu, na własnym blogu - często planuję sobie co napiszę, na co zwrócę uwagę, a jak już siadam do komputera to klawiatura prowadzi mnie w zupełnie innym kierunku i wychodzi coś innego niż sobie zaplanowałam. A swoją drogą: jaki byłby świat jakby ludzie mówili tylko o rzeczach ważnych? Czy nie brak nam szacunku do słowa? I tą myślą chciałabym skończyć moją opinię na temat tej książki, którą szczerze polecam.
poniedziałek, 15 listopada 2010
"Malowany ptak" Jerzy Kosiński
Kilkuletni chłopiec zostaje oddany przez rodziców na wieś - "na przechowanie", na czas wojny. Niestety wojna trwa długo, rodzice tracą z dzieckiem kontakt, a opiekunka umiera. Odtąd chłopiec jest sam i musi doświadcza wszelkich okrucieństw - nie tyle spowodowanych samą wojną ile ze strony mieszkających na wsiach ludzi. Nienawiść, głupota, bezmyślność, okrucieństwo spotyka się niemal na każdej stronie powieści. W ustach małego chłopca te opowieści brzmią jeszcze bardziej złowieszczo. Niestety ja w tej opowieści nie znalazłam nic dla siebie, to chyba po prostu nie na mój rodzaj wrażliwości. Spodobała mi się chyba tylko metafora malowanego ptaka, który przez wyróżniający się wygląd zostaje odtrącony przez pozostałe ptaki i zadziobany na śmierć. Takim 'malowanym ptakiem' jest również bohater powieści, któremu jednak na szczęście udało się uniknąć takiego okrutnego losu. Najwyraźniej jednak, książka ta może inspirować:
poniedziałek, 08 listopada 2010
Poweekendowo
Zabawna, inspirująca i przede wszystkim energetyczna, co bardzo przydatne podczas długich jesiennych wieczorów. A w niedzielę, to co bibliofile lubią najbardziej - Targi Książki w Krakowie. Wpadłam tam na kilka godzin, żeby pooddychać powietrzem pełnym wydawniczych nowości i upewnić się że takich książkowych freak'ów jak ja jest jeszcze w Polsce całkiem sporo, wbrew ogólnym trendom. Przy wejściu zostałam mile zaskoczona darmową wejściówką i oczywiście nie mogłam sobie odmówić przyjemności kupienia czegoś, więc wróciłam z pięknie wydanym "Traktatem o łuskaniu fasoli" Myśliwskiego. Dlatego należy się tu spodziewać recenzji jego książek (na półce czeka na mnie jeszcze biblioteczny egzemplarz "Kamienia na kamieniu").
Teraz zostało mi już tylko wspominać i słuchać "Grandy" przy pisaniu supernudnych konspektów.
piątek, 05 listopada 2010
Z "Lalą" Dehnela łączy tą książkę chęć zachowania wspomnień ludzi, którzy odchodzą. Marek Edelman, którego znamy ze "Zdążyć przed Panem Bogiem", doświadczył w swoim życiu największego okrucieństwa XX-ego wieku żyjąc w warszawskim getcie podczas II wojny światowej i uczestnicząc w powstaniach. Niestety oprócz niego nikt już nie może podzielić się wspomnieniami z tego okresu. Tym bardziej jego opowieść jest warta uwagi.Marek Edelman podzielił się swoją historią z Paulą Sawicką, a ona go wysłuchała i spisała jego słowa.W książce unosi się przykra atmosfera holokaustu, w końcu getto było miejscem nazistowskiej kaźni, kwintesencją zła. Jednak Edelman udowadnia, że to tylko jedna strona monety, udowadnia, że za murami getta toczyło się Życie, z wszystkimi jego barwami i cieniami. Na każdym kroku sąsiadowały ze sobą smutek i radość, ból, cierpienie, strata, ale i miłość. I to miłość wyjątkowa, wymagająca poświęceń i ostatecznych decyzji, piękna miłość. A opowiada nam to, żeby przypomnieć, że:
"Lala" Jacek Dehnel
I tak faktycznie jest. Tytułowa Lala to babcia autora. Spisuje on jej niesamowite opowieści, żeby je zachować, żeby nie odeszły razem ze zbliżającą się śmiercią jego babci i żeby podzielić się nimi z innymi. W końcu nie każda babcia ma takie przeżycia za sobą i nie każda potrafi tak o nich opowiadać. Niestety nie każda babcia ma takiego słuchacza. I to jest ta myśl, które we mnie po przeczytaniu tej powieści została i drąży gdzieś głęboko moje myśli. O szacunek do starszych ludzi ostatnio w naszym kraju trudno i nie napawa to raczej radością. Dlatego ta książka jest dla mnie szczególnie ważna. Cieszę się, że ją przeczytałam i polecam innym, żeby zrobili to samo - oczywiście jeśli mają ochotę. Cieszy mnie też, że jest to kolejna pozycja reprezentująca z polskiej współczesnej literatury, którą z czystym sercem mogę polecić. Zamierzam kontynuować poszukiwania na tej półce. |