I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Liczniki
Blog > Komentarze do wpisu
"Hańba" J. M. Coetzee

HanbaKolejny Noblista na mojej liście, chociaż tym razem ten sposób wyboru lektury trochę mnie zawiódł. Coetzee opowiadając historię Davida Lurie'goi jego córki Lucy pokazuje dwoje shańbionych ludzi i ich sposoby na radzenie sobie z "hańbą".

Tych dwoje rózni wiele - David sam jast sobie winien - nawiązując romans z własną studentką, wykorzystując ją zniszczył życie swoje, ale też tej dziewczyny. I nie usprawiedliwia go - moim zdaniem - w żaden sposób fakt, że przyznał się do winy i poniósł karę. Oczywiście (jak to facet ;)) tłumaczy się "strzałą amora". Inaczej rzecz ma się z Lucy - jej "hańba" to przypadek spowodowany nienawiścią innych. Lucy traktuje ten gwałt i związaną z nim ciążę jako karę zadaną "białym" przez "czarnych", poddaje się jej trochę biernie, ale świadomie. Przy okazji wyraźne stają się istniejące w RPA podziały rasowe, ale też przemiany; jakie zachodzą w tym kraju. "Biali" zostają jakoby spychani na margines społeczeństwa, czasami nawet - jak w przypadku Lucy - brutalnie "wskazuje im się ich miejsce".

Jeśli chodzi o formalną stronę powieści to jestem pod wrażeniem. Coetzee konstruuje świat  bardzo wyraziście nie dopowiadając przy tym wszystkiego do końca. Jego postacie są zbudowane z krwi i kości, i pewnie dlatego wzbudziły we mnie tyle kontrowersji.

Po "Na południe od granicy, na zachód od słońca" to kolejna książka, która uderzyła mnie "męskim" podejściem do świata. Może nie będę się w to zagłębiać, żeby nie zostać uznaną za jakąś "narwaną feministkę";). Mimo wszystko polecam tę książkę ludziom o silnych nerwach.

*Coetzee, J. M. (1999); "Hańba", Warszawa: Świat Książki.

sobota, 27 lutego 2010, ka-milla

Polecane wpisy