I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Liczniki
Blog > Komentarze do wpisu
"Bikini" Janusz Leon Wiśniewski

Bikini JL wisniewskiTrochę duża, jak na książkę do torebki, ale warto było. Oczywiście jak zwykle wobec pana Wiśniewskiego jestem "trochę" bezkrytyczna. Co ujęło mnie tym razem? Powieść ta ma dwa ogromne plusy: po pierwsze wzruszająca historia Anny a po drugie sposób ujęcia historii przez autora.

Anna od pierwszej strony powieści, aż do ostatniej przeżywa niesamowitą podróż doświadczając przy tym bardziej lub mniej bezpośrednio skutków II wojny światowej. Jeest Niemką, mieszka w Dreźnie, jej ojciec ginie pod Stalingradem, matka umiera na jej oczach podczas bobmardowania Drezna, przyjaciel zostaje powołany do wojska i pozostawia po sobie tylko skrzypce... Dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu (może czasami zbyt szczęśliwemu) jej fotograficzny talent zostaje odkryty i Anna trafia do Nowego Yorku, gdzie jako fotoreporterka New York Times'a ma okazję być świadkiem wielu przełomowych dla historii całego świata zdarzeń.

A teraz drugi plus - dzięki tej powieści wreszcie uporządkiwałam sobie moje wyobrażenia o wojnie - uwielbiam historię, ale zawsze brakowało mi czasu, a może i kogoś, kto by mi te problemy wytłumaczył, żeby zrozumieć przebieg wojny i ułożyć w całość pojedyncze, nieuporządkowane obrazy wojny w mojej głowie. A dzięki Wiśniewskiemu wreszcie zrozumiałam co po czym i dlaczego - na tyle na ile można to zrozumieć.

Kolejny ważny problem, jaki porusza ta książka, to kwestia odpowiedzualności Niemców, jako narodu, za drugą wojnę światową. Anna nie raz musi mierzyć się z pytaniem - "jak można było do tego dopuścić?". Jej reakcja na te pytania jest bardzo subiektywna, indywidualna - tak, jak i podejście autora do tego problemu. I w żaden sposób nie powinna być interpretowana jako ogólneprzyjęta. Chociaż o ile wiem, to pokrywa się z reakcją wielu Niemców.

"czy oni, czytająć, kojarzą w jakikolwiek sposób, przez sam fakt, że jest Niemką, która niedawno stamtąd przybyła, przyczyniła się do tego albo tylko swoim milczeniem dała przyzwolenie? Czy wina w ich mniemaniu spada na wszystkich Niemców, czy tylko na tych anonimowych, tych, których nie spotyka się oko w oko, twarzą w twarz na korytarzu, na ulicy, w restauracji czy w parku? Czy ona powinna za to wszystko przepraszać? Nie tylko teraz, ale przez całe życie? Całe życie będzie naznaczona tą winą?"

Myślę, że w tym kontekście ważną zaletą tej książki jest to, że pozwala ona spojrzeć na wojnę, na holocaust, na nazizm, z innej niż polska perzpektywy. Widzimy tu wojnę oczami Anny - Niemki z antyfaszystowskiej rodziny, która pod podłogą swojego mieszkania ukrywała żydowskie dziecko, ale też z perspektywy Stanleya - Amerykanina, dla którego dotąd wojna była tylko toczącą się gdzieś daleko abstrakcyjną strzelaniną.

A teraz cytat, który na pewno w znacznym stopniu wpłynie na moje interpretowanie literatury:

"Czasami wydawało mu się, że to nie jest żaden przypadek i że autorzy piszą książki tylko po to, aby napisać to jedno jedyne zdanie. Ukryć je gdzieś w gąszczu tysiąca linii, zbudować wokół niego fabułę książki, podzielić ją na rozdziały i akapity, ale tak naprawdę napisać tylko to jedno zdanie. I je mozolnie objaśniać treścią rozpostartą na kilkuset stronach. I tylko przez to jedno zdanie te książki są ważne."

Od tej pory w każdej książce będę szukałe TEGO zdania.

*Wiśniewski, Janusz Leon (2009): "Bikini", Warszawa: Świat Książki.

niedziela, 14 lutego 2010, ka-milla

Polecane wpisy

Komentarze
izusr
2010/02/14 22:56:29
Czuję się jak najbardziej zachęcona :)
-
edith26
2010/02/15 15:10:57
książka ma świetną okładkę :) no i Twoja recenzja zachęca. Zdecydowanie. Pozdrawiam :)
-
miss_jacobs
2010/02/15 18:47:25
A ja panu Wiśniewskiemu mówię stanowcze nie. Przeczytałam jego 2 ksiażki, choć to przeczytanie to słowo zdecydowanie nad wyrost. "Samotnośći w sieci" nie skończyłam, zaś druga książka, której tytułu nie pamiętam również nie zrobiła na mnie wrażenia, choć tym razem to ja wygrałam owe starcie bo dotrwałam do ostatniej strony. Z jego książek nie czerpałam żadnej przyjemności, nie czułam ekscytacji, wszyscy bohaterowie byli dla mnie tacy sami czyli nijacy. Pisanie o uczuciach bez uczuć. Nie wątpie, że pan Wiśniewski ma wiedzę, ale nie umie jej przekazać w sposób jakiego oczekuje od pisarza.
-
mar-pil
2010/02/19 18:28:04
A na mnie zrobiła ogromne wrażenie, właśnie ze względu na ujęcie tematu wojennego - całkowicie nowatorskie, przynajmniej dla mnie. Przyznaję, że początkowe 100 stron szło mi opornie, musiałam się wczuć, wwiercić w tę książkę, w tę historię, ale całą resztę po prostu połknęłam. No i język mi się bardzo podobał. A to mnie zawsze uwodzi :-)
-
izusr
2010/02/20 12:05:57
Zapraszam po odbiór wyróżnienia "Kreativ Blogger" :)