I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Liczniki
Blog > Komentarze do wpisu
"Na wschód od Edenu" John Steinbeck

Na wschód od Edenu

Skończyłam czytać dosłownie przed chwilą i jestem pod ogromnym wrażeniem. Poświęcałam tej książce w ciągu ostatniego tygodnia każdą wolną minutę, gdyby nie uczelnia i konieczność snu pewnie przeczytałabym ją za jednym zamachem. – Myślę, że to wystarczająca zachęta;)

Jest to bardzo złożona, wielowątkowa opowieść o zmaganiu dobra ze złem – w człowieku, między ludźmi i na świecie. Akcja toczy się na przełomie około siedemdziesięciu lat w Stanach Zjednoczonych. Steinbeck opowiada historię dwóch rodzin – fikcyjnej rodziny Trask i, nieco w tle, Hamiltonów – swoich przodków. Steinbeck na nowo podejmuje biblijną opowieść o Kainie i Ablu – współzawodnictwo dwóch braci o względy ojca, zastanawiając się jednocześnie, czy dzieci muszą popełniać błędy rodziców, czy los człowieka jest z góry przesądzony.

„Ludzie w swym życiu, w rozumowaniu, w pożądaniu i ambicjach, w swym skąpstwie i okrucieństwie, a także w dobroci i wspaniałomyślności – są uwikłani w matnię dobra i zła. Myślę, że to jedyna nasza historia i że rozgrywa się ona na wszystkich poziomach uczuć i inteligencji. Cnota i występek były wątkiem i osnową naszej najpierwszej świadomości i pozostaną tkaniną ostatniej, i to na przekór wszelkim przemianom, jakie możemy narzucić polom, rzekom i górom, ekonomii i obyczajom. Nie ma innej historii. Człowiekowi, który strząśnie już z siebie pył i śmieć życia, pozostaną tylko twarde, jasne pytania: czy to życie było dobre, czy złe? Czy postępowałem dobrze, czy źle?”

Pojawia się tu wiele różnorodnych typów postaci, większość z nich da się jednoznacznie przyporządkować albo dobru – jak Sam Hamilton, Adam Trask, wrażliwi mężczyźni, dla których zło nie istnieje – albo złu – jak Cathy, która nie dostrzega w świecie dobra, miłości i po trupach dąży do celu. Najciekawszą postacią dla mnie jest tutaj Cal, który znajduje się jak gdyby pośrodku, jest świadomy tego, że w jego wnętrzu ścierają się siły dobra i zła, za wszelką cenę stara się być dobry, często jednak, szczególnie wtedy, gdy coś idzie nie po jego myśli, zwycięża w nim ta ciemna strona.  Innym, nie mniej interesującym bohaterem jest Li, chiński służący Adama. Mimo, że urodził się i wychował już w Stanach, dla otoczenia ciągle pozostaje „Chińcem”, kolor skóry okazuje się barierą nie do pokonania. Zachodnie wychowanie izoluje go z drugiej strony od jego chińskich korzeni, jest człowiekiem bez ojczyzny. Reprezentuje sobą ogromną mądrość i doświadczenie, jest z młodymi Traskami od początku, i to dzięki niemu ostateczne rozwiązanie jest optymistyczne. -„Timszel” znaczy „możesz”, możesz panować nad grzechem – słowami, którymi Bóg kiedyś zwrócił się do Kaina, błogosławi ostatecznie Adam swojego syna, dając mu możliwość decydowania, czyniąc go niejako człowiekiem.

Jest jeszcze druga płaszczyzna, na której można tą powieść interpretować – obraz Ameryki i Amerykanów na przełomie 19. i 20. wieku – historia wojen z Indianami, gorączki złota, emigracji, udział Ameryki w pierwszej wojnie światowej. Różnorodność kulturowa, pycha, poczucie wyższości, nietolerancja – dosyć krytyczny obraz jak na Amerykanina swoją drogą.

„Może to prawda, że wszyscy pochodzimy od ludzi niespokojnego ducha, nerwowców, złoczyńców, awanturników i zawadiaków – ale także dzielnych, niezawisłych i szlachetnych. Gdyby nasi pradziadowie nie byli tacy, siedzieliby na swoich ojczystych zagrodach  w starym świecie i zdychaliby z głodu na wyciśniętej do ostatka ziemi. (…) Amerykanie wszelkich odmian i kolorów skóry mają mniej więcej podobne skłonności. To jest odrębne plemię – dobrane przez przypadek. Dlatego jesteśmy przesadnie odważni i przesadnie lękliwi – dobrzy i okrutni jak dzieci. Zanadto lgniemy do każdego, a jednocześnie boimy się obcych. Chełpimy się, a łatwo nam zaimponować. Jesteśmy nadmiernie sentymentalni, a zarazem praktyczni; przyziemni i materialistyczni – a czy znasz jakiś inny naród, który robiłby wszystko dla ideałów? Jemy za wiele. Nie mamy gustu ani poczucia proporcji. Trwonimy bezpożytecznie naszą energię…”

Dla mnie to przede wszystkim przepiękna przypowieść o ludziach i polecam ją wszystkim, którzy lubią czytać pięknie napisane historie z morałem.

*Steinbeck John; "Na wschód od Edenu"; Warszawa, Świat Książki, 2008.

sobota, 07 listopada 2009, ka-milla

Polecane wpisy

Komentarze
kaliope1
2009/11/07 09:59:50
Mnie ta książka zachwyciła- jest to jedna z najważniejszych dla mnie powieści.
-
krzysztof_uw
2009/11/08 08:22:26
Klasyka amerykańska... Cóż za niespodzianka Świat Książki i taka pozycja.
-
lilithin
2009/11/08 22:17:30
Mam ją na półce (nawet to samo wydanie), ale objętość trochę odstrasza ;) Wszystko w swoim czasie :)
-
chihiro2
2009/12/04 17:38:24
To byla bardzo wazna powiesc dla mnie swego czasu. W liceum pasjonowalam sie lit. amerykanska, przeczytalam calutkiego Steinbecka, jaki zostal po polsku wydany, uwielbialam jego ksiazki. Teraz mi przeszlo, ale w dalszym ciagu uwazam "Na wschod od Edenu" za znakomite dzielo. I polecam film z Jamesem Deanem, choc to nie to samo.