I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Liczniki
Blog > Komentarze do wpisu
"Miłość lwicy" Christina Hachfeld-Tapukai

Miłość lwicy

"Miłość lwicy" to ciekawa opowieść Christiny o jej fascynacji Afryką, miłości do wojownika Samburu i pełnym niespodzianek życiu na Czarnym Lądzie. Schemat jest ten sam co w "Białej Masajce", i muszę przyznać, że czytając ciągle porównywałam te dwie powieści i ich bohaterki, już teraz muszę stwierdzić, że w tym porównaniu "Lwica" wypada o wiele lepiej. Sama warstwa językowa jest tu o wiele lepsza, to pewnie dlatego, że bohaterka pracowała w Niemczech jako dziennikarka.

Christine po śmierci męża sprawia sobie wycieczkę do Kenii. Egzotyka tego miejsca - ludzie, klimat, krajobraz, atmosfera - to wszystko wprawia ją w ogromny zachwyt.

"Wiele osób odwiedzających Afrykę nie potrafi oprzeć się przymusowi ciągłego powracania tu lub wręcz pozostania na stałe. Jest coś niezwykłego w tej sile, jaka miota człowiekiem i nie daje mu spokoju, dopóki jego stopy ponownie nie dotkną Czarnego Lądu."

- tak dzieje się też z Christine, nie zrażona tym, że pierwszy jej afrykański przyjaciel rezygnuje z niej, poddaje się miłości innego wojownika Samburu, Lpatatitiego, porzuca swoje ustabilizowane życie w Niemczech, jej dwaj synowie są już na tyle dorośli, że radzą sobie sami, podczas gdy ich matka rozpoczyna nowe życie w maleńkiej górskiej wiosce Samburu. W odróżnieniu od Corrine z „Białej Masajki” (o niej w innym poście) „Lwica” odnosi się do swojej nowej rodziny bardzo tolerancyjnie i z szacunkiem. Czuć, jak ważne stało się dla niej całe plemię, mówi też o obawach, jakie wiążą się z jego przyszłością. Zadała sobie duży trud i nauczyła się ich języka, jest ciekawa wszelkich rytuałów, pyta o nie i wyjaśnia je w książce. Nie stara się na siłę zmienić męża, a dostosowuje się do okoliczności na tyle na ile jest w stanie.

„Chyba jednak zaraziłam się już tym afrykańskim spokojem i opanowaniem, bo w dalszym ciągu nie skarżyłam się na los, który rzucił mnie w to pustkowie i teraz stawiał przede mną wyzwania. Przeciwnie, dzięki Samburu uczyłam się należycie przeżywać każdy dzień, nie zaprzątając sobie głowy nieznanym jutrem. Tu oddawano się teraźniejszości, okazując wdzięczność za podstawowe przejawy życia, niezależnie od tego, jak bardzo były nędzne. Troska o przyszłość czy chociażby planowanie były czymś obcym. Bardzo szybko pojęłam tę filozofię i nie oczekiwałam niczego, co nie jest możliwe. Taka postawa okazała się nie tylko wygodna i prosta, ale chroniła także przed rozczarowaniami. Poza tym zawsze zostawały marzenia…”

Christine szybko przekonała do siebie całą wioskę, ludzie liczyli się z jej zdaniem. Próbowała ich zrozumieć, nie wywyższała się tym, że jest Europejką. Swoja wiedzę starała się wykorzystać, żeby pomagać innym, na przykład ucząc dzieci czytać i pisać, przekonując starszych, żeby posyłali dzieci do szkoły, albo pomagając w leczeniu, tak ludzi jak i zwierząt.

Nie potrafię zrozumieć, co ją skłoniło do takiej decyzji i naprawdę się dziwię – może to dlatego, że nie byłam jeszcze w Afryce;) – ale szanuję ją i podziwiam za to, że odważyła się podążać swoją drogą, że zrezygnowała z wszelkich wygód i zdecydowała się ulec sile, która pchała ją w głąb Afryki, do kolebki ludzkości.

Hachfeld-Tapukai Ch.; Miłość lwicy, Świat Książki, Warszawa 2008.

środa, 23 września 2009, ka-milla

Polecane wpisy